Po niedawnym zajęciu rosyjskiego statku badawczego na wniosek ukraińskiego koncernu Naftohaz, rząd Norwegii zmienił przepisy, by utrudnić podobne egzekucje wyroków sądowych na Svalbardzie – poinformował we wtorek dziennik „Aftenposten”.
Statek Professor Mołczanow został zajęty 2 września na podstawie decyzji sądu w Tromsoe, wydanej na wniosek ukraińskiego państwowego koncernu paliwowego Naftohaz. Rosja zareagowała oskarżeniami o „piractwo” i blokowanie rosyjskiej obecności na Svalbardzie.
Dwa tygodnie później norweskie ministerstwo sprawiedliwości i bezpieczeństwa wprowadziło bez konsultacji nowe przepisy ograniczające możliwość zajmowania rosyjskich statków, zapasów i innego majątku, o ile jest on niezbędny do funkcjonowania lokalnych społeczności na arktycznym archipelagu. Na podstawie nowego prawa podobne aresztowania rosyjskiego mienia będą na Svalbardzie niemożliwe.
Prof. Kari Aga Myklebost z Norweskiego Uniwersytetu Arktycznego w Tromsoe oceniła w „Aftenposten”, że zmiana to efekt rosyjskiej presji na Norwegię po zajęciu statku. Jej zdaniem po pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę rosyjska aktywność na archipelagu nie ogranicza się już wyłącznie do legalnej działalności. Jako przykład przywołała przywożenie do rosyjskiej osady na Svalbardzie Barentsburga młodzieży w mundurach marynarki wojennej na obchody 9 maja.
- Takie działania to element rosyjskiej polityki bezpieczeństwa i przykłady wywierania nacisków na władze w Oslo. Rosja w ten sposób testuje zakres swobody działania norweskich władz - uważa Myklebost.
Pod koniec sierpnia sąd w Tromsoe zarządził zajęcie Professora Mołczanowa na poczet zasądzonego przez trybunał arbitrażowy odszkodowania na rzecz ukraińskiego Naftohazu. Ponad 4,2 mld dolarów ma pokryć straty w majątku spółki, jaki Rosja niezgodnie z prawem przejęła po aneksji Krymu.
Z Oslo Mieszko Czarnecki
