Inne
Uczestnicy ekspedycji, od lewej: Bartosz Wilk, Andrzej Siadek, Krzysztof Piwnicki, Hubert Jando, Piotr Surzyn


W ubiegłym roku się nie udało. Nie z ich winy, w ostatniej chwili wycofał się sponsor. Teraz mają już wszystko dopięte na ostatni guzik. W niedzielę, 27 lipca na Morze Północne wyruszy ekspedycja poszukiwawcza "Orzeł Balexmetal", której marzy się znalezienie leżącego gdzieś na dnie legendarnego okrętu podwodnego ORP "Orzeł".

15-osobowa grupa historyków i płetwonurków, zrzeszonych w Morskiej Agencji Poszukiwawczej, we współpracy z załogą statku badawczego "IMOR", przez 17 dni, za pomocą najnowszego sprzętu, przeczesywać będzie wytypowany akwen. Choć od 68 lat nikt nie ustalił ani dokładnych okoliczności tragedii, ani nawet miejsca, w którym jednostka poszła na dno, ekspedycja ocenia szansę znalezienia "Orła" na 90 procent.

- Sukces tkwi w ludziach i sprzęcie, a my mamy jedno i drugie - zapewnia Wojciech Godlewski, rzecznik ekspedycji "Orzeł Balexmetal". - Dysponujemy jedną z najnowocześniejszych jednostek poszukiwawczych w Europie, jaką jest statek "IMOR" Instytutu Morskiego w Gdańsku. Będzie badać dno cyfrowym sonarem EdgeTech 4200 oraz sondą wielowiązkową SeaBat 810. Obszar do poszukiwań podzielono na pasy o szerokości 500 m każdy. Gdy tylko urządzenia pomiarowe natrafią na wrak okrętu, na dno spuszczany będzie robot podwodny SeaEye DT 500. Jeśli ekipa natrafi na "Orła", płetwonurkowie zejdą pod wodę, by przeprowadzić dokumentację.

- Na pewno nie będziemy penetrować wraku, to miejsce wiecznego spoczynku załogi - zaręcza 38-letni Krzysztof Piwnicki, prezes MAP, podróżnik i płetwonurek, z zawodu historyk, który wraz z klubem eksploracji podwodnej "Rekin" wydobywał z dna Jeziora Drawskiego samolot messerschmitt 210. - Jeśli na burcie zachowała się tablica informująca o tym, że "Orzeł" powstał dzięki datkom Polaków, chcielibyśmy wydobyć ją na powierzchnię, przywieźć do Gdyni, macierzystego portu "Orła" i oddać do Muzeum Marynarki Wojennej. O wydobyciu wraku nikt nawet nie myśli.

Sceptycznie do sprawy odnalezienia wraku podchodzi Jerzy Janczukowicz, prezes Gdańskiego Klubu Płetwonurków "Rekin", autorytet i kopalnia wiedzy o wrakach. - Jest wielkim sukcesem MAP, że udało im się zorganizować taką wyprawę. To bardzo trudne. Życzę im powodzenia i jeśli im się uda, będę cieszył się wraz z nimi - mówi. - Ale znalezienie "Orła" to szukanie igły w stogu siana, albo trafienie szóstki w totolotka. Świetny sprzęt to nie wszystko, choć dzięki podobnemu sonarowi, w jaki wyposażony jest "IMOR", udało się zlokalizować wrak "Grafa Zeppelina". Przypominam, że już kilka lat temu znaleziono wrak holenderskiego okrętu podwodnego, sądząc, że to "Orzeł". Nakręcono nawet film, który przekazano Marynarce Wojennej w Gdyni w celu ekspertyzy. Ale to nie był "Orzeł". Wtedy doszliśmy do wniosku, że na takie poszukiwania szkoda pieniędzy.

Inicjatywa zorganizowania ekspedycji powstała trzy lata temu. Grupa pasjonatów nurkowania i historii z Gdyni i Warszawy rozpoczęła analizę dostępnych i odtajnionych materiałów z archiwów niemieckich i alianckich. Po roku badacze zrzeszyli się, zakładając stowarzyszenie Morska Agencja Poszukiwawcza. Prezesem jest Krzysztof Piwnicki. Szefem ekipy nurków podczas ekspedycji będzie Andrzej Siadek - były płetwonurek MW, który kiedyś zszedł pod wodę na głębokość... 320 metrów. "IMOR-em" będzie dowodził kapitan Benedykt Hac, który przez wiele lat był dowódcą okrętu hydrograficznego ORP "Heweliusz" i odnalazł kilkadziesiąt wraków ukrytych na dnie morza.

"Orzeł", najnowocześniejszy okręt przedwojennej Polski, znalazł się na ustach całego świata, gdy po klęsce kampanii wrześniowej 1939 r. wsławił się brawurową ucieczką z internowania w Tallinie. W oparciu o mapy wykonane z pamięci przez załogę, z uszkodzoną radiostacją, przedarł się przez Morze Bałtyckie do Anglii. Tam rozpoczął służbę we flocie alianckiej, zdemaskował m.in. niemieckie plany inwazji na Norwegię. Uznany został za zaginionego 11 czerwca 1940 r. We wraku u wybrzeży Norwegii spoczywają do tej pory ciała 60 polskich marynarzy. "Orzeł" ma następców. W 1962 r. w Porcie Wojennym w Gdyni Oksywiu flota Związku Radzieckiego przekazała nam jako pomoc wojskową, w ramach Układu Warszawskiego, okręt, który nazwano "Orzeł II". Pływał do 1983 r. Kolejnego "Orła" zbudowała dla nas stocznia w Leningradzie w 1986 roku. Nadal pływa pod polską banderą.

Beata Jajkowska

zobacz video z ORP "Orzeł"

Komentarze

0 Link do artykułu 18 lipiec 2008 : 08:39 Link do artykułu | Zgłoś
0 wrak "ORŁA"
Było jeszcze kilka dni temu na odnalezienie wqraku "ORŁA" pewność na 100% a dzisiaj już jest 90%. To jest żonglowanie mediami i czytelnikami. Po prostu, durnie...
18 lipiec 2008 : 08:39 okrętowiec | Zgłoś
0 yes,not!
Chłopaki!Jeśli znajdziecie wrak,ale go nie spenetrujecie,to możecie być pewni,że zrobią to inni.Tak nie postępują zawodowcy.Wszystko,co jest we wraku należy do Polski i obowiązkiem każdego polskiego nurka jest dostarczyć do Polski ewidentnie wszystko,co jeszcze ocalało w tym wraku,z wyjątkiem szczątków marynarzy,Ci należą na wieki do Neptuna.Nie uchylajcie się więc zawczasu od obowiązku i nie przyrzekajcie,że nie spenetrujecie wraku,przecież chyba nie chcecie,aby jego zawartość stała się łupem poszukiwaczy amatorów skądkolwiek . Nie liczcie też na to,że jeśli odkryjecie wrak,to uda się utrzymać w tajemnicy jego pozycję.Jest was za dużo,a waszych przełożonych jeszcze więcej,prawda?Tego się nie da utrzymać w tajemnicy.
18 lipiec 2008 : 23:11 wawes | Zgłoś

Comments are now closed for this entry

1 1 1

Źródło: