Inne

O tym co kiedyś myślano o kąpielach w morzu, jak wyglądały pierwsze europejskie kąpieliska morskie oraz kiedy Polacy zaczęli korzystać z uroków słonej wody rozmawiamy z prof. Małgorzatą Omilanowską. 

- Kiedy Europejczycy zaczęli się kąpać w morzu dla przyjemności?

- Na to pytanie nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Wiemy, że najpierw kąpano się w morzu wyłącznie w celach zdrowotnych. Nie jesteśmy w stanie powiedzieć, w którym momencie terapeutyczny kontakt z wodą przestał odgrywać zasadniczą rolę, a ludzie zaczęli z niego czerpać wyłącznie przyjemność. Na pewno jednak możemy powiedzieć, że w XVIII wieku sposoby „brania” kąpieli na pewno nie służyły jeszcze rekreacji. Dopiero w XIX wieku zaczęto coraz częściej traktować kąpiele morskie jako zabawę.

- Dlaczego lekarze sprzed dwóch czy trzech stuleci zalecali kąpiele morskie?

- Do przełomu, który dokonał się w XIX wieku, przeważała w Europie medycyna humoralna, opierająca się na przekonaniu, że w organizmie człowieka są cztery płyny, których właściwa równowaga zapewnia zdrowie, a niewłaściwa wywołuje choroby. Pod koniec XVII wieku brytyjscy lekarze doszli do wniosku, że można spróbować leczyć pewne schorzenia wynikające z niewłaściwej relacji płynów w organizmie właśnie za pomocą wody morskiej. Szczególnie melancholię.

- Dzisiaj też kąpanie się w morzu to dobry sposób na melancholię.

- Tą melancholię trzeba rozumieć w pojęciach medycyny XVII-wiecznej. Na tamtą melancholię zalecano np. picie wody morskiej. I pito ją jak normalną wodę mineralną. Oczywiście w odpowiednich dawkach. Żadnego dzisiejszego melancholika byśmy na to nie namówili. Pod koniec wieku XVII nie kąpano się jeszcze w otwartym morzu tylko słoną wodę wlewano do wanien. Od lat dwudziestych XVIII wieku mamy już potwierdzone archiwalnie wiadomości, że ludzie zaczęli wchodzić także bezpośrednio do morza. Pierwsze kąpielisko zaczęło funkcjonować w Wielkiej Brytanii w 1730 roku i było to Scarborough.

- Jak wyglądała kąpiel lecznicza?

- Po pierwsze, odbywała się w wodzie zimnej. Zalecano kąpiele w 12-, 14-, góra 16-stopniowej wodzie. To jest powód, przez który talasoterapia, jak nazywano leczenie poprzez kąpiele morskie, rozwinęła się najpierw na wybrzeżach Wielkiej Brytanii, a potem wokół Morza Północnego, we Francji, Holandii, Belgii, Niemczech, a następnie wokół całego Bałtyku, po Szwecję i Petersburg. Natomiast wcale nie rozwijała się nad Morzem Śródziemnym, które było po prostu za ciepłe. Po drugie, lecznicza kąpiel polegała nie na pływaniu, tylko na gwałtownym zamaczaniu. Co najmniej przez dwa miesiące, a niekiedy i dłużej, człowiek codziennie był zanurzany w wodzie na piętnaście minut. Na dodatek, takie sesje trwały np. od listopada do marca. Specjalnie przyjemne to nie było.

- Cud, że ktoś to w ogóle przeżywał. Przypomina to nieco dzisiejsze kąpiele morsów.

- Rzeczywiście. W każdym razie było to bliższe temu niż naszym wakacjom nad morzem. Warto też zauważyć, że metody kąpieli były różne dla kobiet i mężczyzn, z tym że sposób leczenia kobiet stosowany był też w stosunku do bardzo starych lub bardzo chorych mężczyzn. Czyli słabi i kobiety byli kąpani inaczej i mężczyźni inaczej. Rzecz polegała na tym, że mężczyźni mieli wchodzić do morza jak wojownicy. Wchodzili więc i parli w fale, bijąc je rękami jak bokserzy. Kobiet zaś nie można było narażać na fizyczne szarpanie się z falami, ponieważ uznawano, że były one dla nich za silne. W związku z tym wwożono je do morza specjalnymi wozami kąpielowymi, następnie otwierano drzwiczki, pacjentka stawała na progu, a towarzysząca jej tzw. kąpielowa, łapała ją za ramiona, czekała aż nadejdzie załamująca się fala, wrzucała głową pod fale, tak aby kobieta wzięła uderzenie wody morskiej na siebie zaczynając od głowy i przytrzymywała ją pod wodą do granicy utraty tchu.

- Po takich doświadczeniach byli jeszcze chętni do wchodzenia do wody?

- Wiemy z opisów pamiętnikarskich, że w XVIII wieku kobiety brytyjskie, którym zalecano takie kąpiele, z lękiem jechały nad morze, bo wiedziały co je tam czeka. Zdawały sobie sprawę, że będzie to strasznie nieprzyjemne doświadczenie. Stosowanie tego rodzaju terapii miało miejsce jeszcze w latach 20. i 30. XIX wieku. Do lat 80. XVIII wieku jedynym krajem, w którym leczyło się w ten sposób była Wielka Brytania. Później modę na kąpiele morskie przejęli Francuzi. Pierwszym ośrodkiem było Dieppe, a następnie kolejne, wzdłuż wybrzeża w kierunku wschodnim. Pierwszym bałtyckim kąpieliskiem było założone w 1791 roku, Hailigendamm, czyli kąpielisko księcia Meklemburgii-Schwerinu. Zainwestował namówiony przez jednego z niemieckich lekarzy. Potem przyszły wojny napoleońskie i nie był to czas sprzyjający zajmowaniu się kąpielami morskimi, ale obecność armii francuskiej, a co za tym idzie francuskich lekarzy, wzdłuż wybrzeża bałtyckiego było zapewne jednym z czynników kreujących modę na powstawanie kąpielisk morskich także i w tym regionie.


- Czy wtedy właśnie powstały pierwsze kąpieliska morskie na terenie dzisiejszego polskiego wybrzeża?

- Pierwszym było Brzeźno, które zaistniało jako kąpielisko morskie już w 1802 roku, czyli jeszcze przed nadejściem wojsk napoleońskich. Ale to lekarze francuscy odnowili to kąpielisko. Jeden z nich, Jan Jerzy Haffner założył w 1823 zakład kąpielowy w Sopocie. Jeśliby jednak popatrzeć szerzej, to znajdująca się w granicach Rzeczypospolitej Obojga Narodów, Połąga zaczęła funkcjonować jako kąpielisko w 1813 roku, a więc jest starsza od Sopotu. Uzdrowiska na naszym dzisiejszym zachodnim i środkowym wybrzeżu pojawiły się nieco później.

- Które było wówczas najpopularniejsze?

- To zależy kiedy. Proszę pamiętać, że w drugiej połowie XIX wieku o popularności uzdrowiska decydowało jego dobre skomunikowanie przy pomocy linii kolejowych z dużymi ośrodkami miejskimi. Dlatego najbardziej liczyły się Świnoujście i Kołobrzeg. W przypadku Sopotu, który też był jednym z większych bałtyckich kąpielisk, mamy do czynienia z innym zjawiskiem. Nie był typowym kąpieliskiem, żyjącym wyłącznie z gości przyjeżdżających z daleka, był bowiem jednocześnie miejscem, gdzie zamożni gdańszczanie mieli swoje letnie domy.

- Ale Polacy wypoczywali chyba nie tylko nad brzegiem Bałtyku. Zapewne wyjeżdżali także do zagranicznych kąpielisk. Których?

- Było z tym bardzo różnie. Popularność Połągi, przypadająca na lata 20. i 30. XIX wieku była bardzo duża. Ściągało tam w sezonie nawet kilkaset rodzin. Jak na tamte czasy, to bardzo dużo. Byli wśród nich mieszkańcy guberni wileńskiej, kowieńskiej, ale także warszawiacy. Jednym z kąpielników (nie plażowiczów jak się dzisiaj mówi) był Adam Mickiewicz. Ale w pierwszej połowie XIX wieku do wód jeździła jeszcze bardzo wąska, najbardziej zamożna elita. Dopiero rozwój kolei w drugiej połowie XIX wieku przyczynił się do wzrostu dostępności i popularności kąpielisk, choć i tak, do pierwszej wojny światowej, była to sprawa ograniczona do elit.

- A nad Morze Śródziemne nie wyjeżdżali?

- Zdarzało się, ale takie miejsca jak Nicea, Lido czy Rimini funkcjonowały długo nie jako miejscowości, do których jeżdżono się kąpać, tylko jako miejsca leczenia klimatycznego. Były wykorzystywane przez ludzi, którzy w okresie wiosennej, zimowej czy jesiennej słoty w Północnej Europie, szukali ciepłego klimatu śródziemnomorskiego pomocnego m.in. w leczeniu gruźlicy.

- Co szanujące się kąpielisko sprzed stu czy dwustu lat powinno oferować gościom?

- Ówczesne kurorty bardziej przypominały dzisiejsze sanatoria niż kąpieliska nadmorskie. W XVIII wieku kąpieliska musiały przede wszystkim mieć ciepłe łazienki, czyli mówiąc współczesnym językiem zakłady balneoterapii. To był budynek, gdzie słabi chorzy byli poddawani kuracji wodą morską w wannach. Ówczesna miejscowość kąpieliskowa musiała posiadać ofertę dla najciężej chorych, którzy o własnych siłach nie mogą wchodzić do morza. Poza tym kąpielisko powinno było oferować zaplecze noclegowe, choć niekoniecznie hotelowe. Wystarczały wille do wynajęcia, niewielkie pensjonaty. W XVIII i długo jeszcze w XIX wieku przyjeżdżało się przecież nie na dwa tygodnie wakacji, tylko na całe lato. I był to zjazd rodzinny. Przybywało się ze służbą i dziećmi, własną zastawą czy pościelą. Podstawą egzystencji był nie hotel z pokojem do wynajęcia i możliwością wyżywienia, bo to było interesujące tylko dla samotnych. Najchętniej wynajmowano całe wille, gdzie można się było po prostu wygodnie urządzić na parę miesięcy. Zaplecze hotelowe, tak jak je rozumiemy dzisiaj, to wynalazek końca XIX i XX wieku. Kiedy jakieś kąpielisko stawało się bardziej popularne i przyjeżdżało do niego wielu gości, powstawała tam infrastruktura kulturalna, np. w brytyjskich kąpieliskach już od połowy XVIII wieku niemal obowiązkowo musiał być teatr. Kiedy jeszcze nie funkcjonowała instytucja urlopów płatnych, kąpieliska były fantastycznym miejscem zarobkowania dla aktorów, czy muzyków, bo latem elita, do której kierowali swoją ofertę, opuszczała miasta. Po prostu podążali za nimi.

- Kąpieliska morskie były przedsięwzięciami komercyjnymi?

- Oczywiście, z tym, że pod pojęciem kąpieliska rozumiano zespół urządzeń, o których mówiłam wcześniej. Musiał być też kurhaus – czyli dom zdrojowy, gdzie była czytelnia, saloniki, gdzie można było pisać listy i grać w karty, gdzie była restauracja, sala do odczytów czy koncertów. Tutaj organizowano bale czy imprezy dla dzieci, które mogły się przenosić także na zewnątrz. Był park z muszlą koncertową. Organizowano loterie fantowe. To był dochodowy interes. Połągę na przykład rozwijał na swoim prywatnym terenie Józef, a potem Feliks Tyszkiewiczowie. Trwałym elementem krajobrazu kąpielisk były także budki kąpielowe – drewniane domki ustawiane na piachu nad brzegiem morza, gdzie można się było schować przed słońcem czy przebrać. Montowano je przed sezonem, a po rozmontowywano. Każdy mógł sobie taki domek wynająć. Znane są kąpieliska, gdzie było ich nawet około tysiąca. Na naszym wybrzeżu takich budek już nie ma, ale np. w Wielkiej Brytanii można je spotkać do dzisiaj. Na tym też zarabiali właściciele kąpielisk.

- Jak wyglądała ówczesna plaża? Czy była np. podzielona na część żeńską i męską?

- Plaże nie były dzielone. Kąpieliska owszem. Ówczesne plaże były przestrzeniami, gdzie ludzie spędzali czas spacerując czy rozmawiając. Większość ludzi przychodziła na plażę w ubraniach, w związku z tym nie było powodu aby je dzielić. Dopiero kiedy przebierano się do kąpieli, trzeba to było robić. Ale nie było tak jak dzisiaj, że ludzie chodzą po całej plaży w kąpielówkach. Kąpielówki zakładało się do kąpania, a nie do siedzenia na piachu. Przecież wtedy jeszcze się nie opalano, po co się więc było się rozbierać? W Sopocie były oddzielne łazienki dla mężczyzn i kobiet. Przez pewien czas funkcjonowały też łazienki rodzinne. W niektórych miejscowościach było jedno kąpielisko i co dwie godziny korzystała z niego inna płeć. Zmianę sygnalizowało bicie w bęben albo podnoszenie do góry flagi.


- A jak się wtedy kąpano? Jak wchodzono do wody?

- Przez cały XVIII i XIX wiek podobnie. Ci wszyscy, którzy czuli się na siłach, wchodzili do wody i maszerowali w niej na taką głębokość, na jaką mieli ochotę. Proszę pamiętać, że jeszcze w XIX wieku rzadko kto umiał pływać. Mamy relację z Połągi o pewnej moskwiance, która umiała pływać, wybrała się za daleko od brzegu i utonęła. Wniosek z tego wysnuto taki, że nie warto umieć pływać. Generalnie brodzono w wodzie. Chodziło o to, aby zamoczyć całe ciało. Potem wychodzono z wody, wycierano się ręcznikiem i ubierano w normalne ubrania.

- Nie trzeba było zatrudniać ratowników.

- Rzeczywiście. Służby ratunkowe zaczęły się rozwijać dopiero pod koniec XIX wieku.

- A co wypadało, a czego nie wypadało robić na plaży? Można było np. pić alkohol czy palić cygara?

- Absolutnie nie. Alkohol w XIX wieku w ogóle pito w bardzo zdefiniowanych okolicznościach, do posiłku czy kawy poobiedniej. To był też moment na zapalenie cygara. Na plażach pito z reguły herbatę lub lemoniadę. W kawiarniach nadmorskich serwowano lekkie posiłki oraz napoje typu kefir. Poza tym panowie w tamtych czasach nigdy nie palili przy paniach.

- Wspomniała już pani o wozach kąpielowych. Były wtedy powszechne.

- Powszechne, choć nie wszędzie, np. nad Zatoką Gdańską nie. Do wozów kąpielowych potrzebne było równe i odpowiednio twarde dno. Aby mogły wjechać, musiało być też długo płytko. Nad Zatoką Gdańską nie ma takich warunków. Wozy były różne, w każdym kąpielisku inne. Były kwadratowe, prostokątne, ośmiokątne, mogły być dwukołowe albo czterokołowe. Mogły być wciągane przez konie czy nawet woły jak w San Sebastian. Mogły mieć formę taczek, które obsługiwali silni mężczyźni. Spotykało się nawet wozy kąpielowe spuszczane do morza po szynach, przy użyciu specjalnych kołowrotów. Taki był np. prywatny wóz kąpielowy królowej Wiktorii.

- Jaka była technika używania takich pojazdów?

- Do wozu wchodziło się na brzegu, bez ubrania albo, jeśli był większy, w ubraniu i dopiero tam się przebierano. Potem wóz wjeżdżał do wody, otwierało się drzwiczki i po schodkach schodzono do wody, albo do niej wskakiwano, albo było się wrzucanym przez kąpielową. Były tez wozy, z których w ogóle nie wysiadano np. w podłodze była dziura i przez nią schodzono do wody. Wykorzystywano je zwłaszcza do kąpania dzieci. Były też wozy z koszami. Wsiadało się do niego i w tym koszu było się spuszczanym do morza. Tam gdzie nie można było stosować wozów używano czasami łodzi kąpielowych. Wozy zniknęły dopiero w okolicach pierwszej wojny światowej. Już jednak na przełomie XIX i XX wieku były używane jedynie przez starsze, schorowane osoby, albo przez te, które nie chciały pokazywać nikomu swojego ciała.

- A skąd się wzięły kosze na sopockich plażach?

- Kosze wynalazł niemiecki przedsiębiorca z okolic Rostoku w latach 80. XIX wieku. W ciągu kilku lat stały się nieodłącznym elementem nadbałtyckich plaż.

- A leżaki?

- Leżaki pojawiły się dopiero w dwudziestoleciu międzywojennym, wraz z modą na opalanie, choć i wcześniej były w użyciu rozmaite składane fotele.

- Ile ciała wolno było pokazywać w ówczesnych kąpieliskach?

- „Pokazywać” to nie jest właściwe słowo. W XVIII wieku, kiedy kąpano się wyłącznie w celach zdrowotnych, robiono to nago.

- I wszyscy na to patrzyli?

- Jacy wszyscy?

- Ci z sąsiednich wozów kąpielowych.

- Obok kąpały się kobiety, a to nie stanowiło problemu. Tak samo zresztą kąpali się mężczyźni. Jeden z odwiedzających Połągę opisuje w pamiętniku z 1908 roku, że kiedy przychodziła pora męskich kąpieli, większość z nich kąpała się nago.

- Nie miało to chyba jednak nic wspólnego z naturyzmem?

- Oczywiście, że nie. Chodziło o właściwe wykąpanie się. Naturyzm jest zjawiskiem dwudziestowiecznym. Wcześniej, szczególnie w przypadku chorych pań, dopuszczano kąpiel w wełnianych koszulach. Ale nie był to rodzaj kostiumu kąpielowego, tak jak my go teraz rozumiemy. Kostium kąpielowy jako strój do kąpieli wykształcił się dopiero w latach 20., 30. XIX wieku. Powstały wtedy piżamy kąpielowe, najpierw z nogawkami bardzo długimi, potem dla wygody zaczęto je skracać. Do początków XX wieku kostium kąpielowy kobiet był jeszcze mocno zabudowany. Mógł mieć krótki rękaw, odsłaniać nogę od kolana w dół, ale niewiele więcej. Zaczęło się to zmieniać, kiedy zaczęto uprawiać sporty wodne. Natomiast mężczyźni ubrani byli w trykoty albo kąpielówki.

- Ubiory, szczególnie pań, nie sprzyjały opalaniu.

- Opalanie jest wynalazkiem dwudziestolecia międzywojennego. Tylko dzieci nie były chronione przed słońcem i z wakacji wracały czekoladowe, bo pozwalano im biegać w samych kąpielówkach po plaży, budować zamki z piasku. Patrząc w naszych kategoriach, to chyba one miały największą frajdę z pobytu nad morzem.

- Cały czas mówimy o kąpielach, których zażywały elity. A jak się kąpało pospólstwo?

- Rybacy, czy wiejska ludność oczywiście też się kąpała i to najczęściej nago, a do tego koedukacyjnie, ale tylko ci którzy mieszkali nad morzem. Inni byli za biedni, aby z tego skorzystać. Masowy wypoczynek nad morzem zaczął się rodzić dopiero w dwudziestoleciu międzywojennym, a pojawił się na masową skalę tak naprawdę dopiero po drugiej wojnie światowej.

Tomasz Falba

Zdjęcia: Tomasz Falba; ze zbiorów prof. Małgorzaty Omilanowskiej

Prof. Małgorzata Omilanowska jest historykiem sztuki, absolwentką Uniwersytetu Warszawskiego, studiowała także na Wydziale Architektury Uniwersytetu Technicznego w Berlinie. Doktoryzowała się na Uniwersytecie Warszawskim, a habilitowała w Instytucie Sztuki Polskiej Akademii Nauk. Obecnie kieruje Instytutem Historii Sztuki Uniwersytetu Gdańskiego. Jedną z jej specjalności jest historia kąpielisk europejskich. Opublikowała kilkanaście książek i ponad 70 artykułów naukowych. Jej najnowszą publikacją jest praca „Nadbałtyckie Zakopane. Połąga w czasach Tyszkiewiczów” opowiadająca o kąpielisku w Połądze (www.muzeumsopotu.pl).

 

 

 

Zaloguj się, aby dodać komentarz

Zaloguj się

1 1 1 1
Waluta Kupno Sprzedaż
USD 3.9735 4.0537
EUR 4.2894 4.376
CHF 4.547 4.6388
GBP 5.004 5.105

Newsletter