Inne
Rozmowa z Jarosławem Drewkowskim, kpt.ż.w. w PŻM. - Na jakich gazowcach pan pływał?
- Były to gazowce LPG należące do angielskiego armatora. Woziliśmy i płynny propan-butan i płynny etylen. Obsługa tych gazowców jest bardziej skomplikowana niż gazowców LNG, wożących gaz naturalny metan. M.in. ze względu na urządzenia do skraplania oparów gazu. Na gazowcach LPG byłem II oficerem. Pływaliśmy w rejonie Morza Śródziemnego i na Dalekim Wschodzie. - Czy to są bezpieczne statki? Niektórzy nazywają je pływającymi zapalniczkami.
- Nie mają racji. Uważam, że są to statki dużo bezpieczniejsze niż tankowce przewożące ropę naftową. Gaz jest ładunkiem jednorodnym o określonych właściwościach. Ponadto istnieje cały system zabezpieczeń. Specjalnie jest przeszkolona załoga. Trzeba też pamiętać o tym, że ciekły gaz jest nie palny. Interesuję się gazowcami i nie słyszałem o wypadku na takim statku. - Podobno tylko 8 stoczni na świecie buduje gazowce LNG?
- To prawda. Większość tych stoczni znajduje się w Korei Południowej i Japonii. Są to bardzo skomplikowane statki i trudne w budowie. Wykonane są z materiałów najwyższej jakości, do produkcji zbiorników używana jest stal o dużej zawartości niklu. Ze względu na koszty i trudności budowy zrezygnowano z tak charakterystycznych kulistych zbiorników. Są to jednostki drogie. Gazowiec LNG mogący przewozić około 140 tys. m sześć, gazu kosztuje ponad 160 min dolarów. A jeszcze parę lat temu trzeba było za taki zapłacić prawie 200 mln. - Ile gazowców LNG liczy obecnie światowa flota?
- Jest ich około 200. W ciągu ostatnich dwóch lat zbudowano ich prawie 50. W tej chwili w stoczniach zamówionych jest około 130 i polowa z nich jest w trakcie budowy. - Wynika z tego, że rośnie zapotrzebowanie na ten rodzaj paliwa i jego transport drogą morską.
- Nie będę odosobniony w twierdzeniu, że świat nie ma odwrotu od gazu ziemnego. A gaz ziemny czyli metan, to źródło energii, które w szybkim czasie zastąpi ropę naftową. Jej złoża się wyczerpują. Ich stan ocenia się na 30 lat eksploatacji aczkolwiek pesymiści twierdzą, że tylko 25 lat. Państwa na świecie dywersyfikują dostawy gazu, nie chcą być uzależnione od rurociągu i jednego kurka. Transport drogą morską daje możliwość wyboru źródła dostaw. - Zatem w Polsce też powinien powstać terminal gazowy?
- Oczywiście i to jak najszybciej. Ale budowa terminalu bez własnej floty zupełnie nie ma sensu. Dlatego uważam, że te decyzje powinny zapaść szybko, ponieważ budowa gazowca, to minimum dwa lata licząc od momentu zamówienia. W dodatku trzeba znaleźć stocznię, która będzie miała wolne terminy. Gazowców nie kupuje się na wolnym rynku. Te statki są budowane pod konkretne kontrakty i terminale. Rozmawiała Krystyna Pohl

Fot. Andrzej Szkocki

Comments are now closed for this entry

Źródło: