Prawo, polityka

Niemcy przekazały Komisji Europejskiej swą opinię prawną kwestionującą konieczność zaproponowanych wcześniej przez KE poprawek w dyrektywie gazowej, które uderzyłyby w projekt gazociągu Nord Stream 2 - podał w czwartek rosyjski dziennik "Wiedomosti".

Gazeta dotarła do dokumentu; jego zawartość potwierdziło także źródło dziennika z strukturach unijnych.

KE zaproponowała w listopadzie projekt nowelizacji unijnej dyrektywy gazowej. Ma on jednoznacznie wskazać, że podmorskie części gazociągów na terenie UE podlegają przepisom trzeciego pakietu energetycznego. Inicjatywa ta mogłaby zagrozić opłacalności projektu Nord Stream 2, czyli drugiej części gazociągu z Rosji do Niemiec przez Morze Bałtyckie.

Fragment z opinii prawnej złożonej przez Niemcy, cytowany przez "Wiedomosti", głosi, że KE nie zdołała przedstawić "żadnych wyjaśnień czy zrozumiałych argumentów, które udowodniłyby, jak zaproponowane zmiany mogą przyczynić się do celów (unijnej) Unii Energetycznej". W opinii - jak relacjonuje gazeta - jest również mowa o tym, że zaproponowane zmiany w dyrektywie gazowej nie są w ogóle konieczne, jak również, że są one "nie do zaakceptowania zarówno z punktu widzenia prawa europejskiego, jak i międzynarodowego".

Według rosyjskiego dziennika niepokój Niemiec budzi fakt, że projekt nowelizacji "tworzy przesłanki do otrzymania przez KE wyłącznych pełnomocnictw w uregulowaniu wewnętrznego rynku gazu, chociaż do tej pory sfera umów międzyrządowych należała do kompetencji poszczególnych krajów członkowskich UE".

"Dokument stwierdza również, że Niemcy ponownie żądają od służb prawnych UE opinii prawnej dotyczącej nowelizacji, dlatego że projekt poprawek wywołuje zbyt wiele pytań i tworzy 'konflikt egzekwowania prawa'" - relacjonują "Wiedomosti".

Komentując dokument, rosyjski ekspert ds. rynku gazowego Aleksiej Griwacz ocenił, że Niemcy bronią nie interesów rosyjskiego Gazpromu, ale własnych, jak i "całego rynku europejskiego", bowiem - jego zdaniem - Nord Stream 2 zagwarantuje zaopatrzenie UE w gaz. Griwacz dodał, że nie tylko Berlin sprzeciwia się poprawkom zaproponowanym przez KE. "Aktywnie opowiadają się za nimi tylko Polska i Litwa, a pozostałe (kraje) popierają Niemcy lub zachowują neutralność" - twierdzi ekspert.

W grudniu ub.r. unijny dyplomata powiedział PAP, że Niemcy zgłaszały wątpliwości dotyczące projektu nowelizacji, wskazując m.in. na możliwą niezgodność proponowanych zmian z prawem międzynarodowym czy prawem morza. Źródło to zapewniło także, że w odróżnieniu od Niemiec praktycznie wszystkie pozostałe kraje UE nie widzą potrzeby dodatkowych analiz prawnych.

Nowelizacja dyrektywy gazowej UE z 2009 roku ma zapewnić, że wszystkie główne gazociągi wchodzące na terytorium Unii będą działały zgodnie z regułami unijnymi. System przesyłowy gazu w UE reguluje trzeci pakiet energetyczny, który mówi m.in. o tym, że sprzedawcą gazu i operatorem gazociągu nie może być ten sam podmiot. Do takiego gazociągu muszą mieć dostęp inne przedsiębiorstwa. Gdyby Nord Stream 2 został podporządkowany tym przepisom, Gazprom musiałby pozwolić, by korzystały z niego również inne firmy zainteresowane przesyłem i inwestycja mogłaby stać się dla rosyjskiego koncernu mniej opłacalna.

Nord Stream 2, którego długość ma wynieść 1200 km, a moc przesyłowa - 55 mld metrów sześc. rocznie, ma być gotowy do końca 2019 roku. Również po 2019 roku Rosja zamierza zaprzestać przesyłania gazu rurociągami biegnącymi przez terytorium Ukrainy. Rząd Niemiec wspiera Nord Stream 2, utrzymując, że projekt ten ma charakter biznesowy, a nie polityczny. Polska, Ukraina i kraje bałtyckie sprzeciwiają się projektowi.

Z Moskwy Anna Wróbel

awl/ cyk/ mal/

Źródło: