Prawo, polityka

Kanadyjscy i amerykańscy Indianie podpisali w środę w Calgary wspólną deklarację sprzeciwu wobec planów budowy rurociągu , którym ma popłynąć ropa naftowa z kanadyjskiej Alberty do stanu Nebraska w USA.

Indianie z Kanady od dawna sprzeciwiają się budowie nowych rurociągów biegnących przez ich tereny, a w najnowszej 16-stronicowej deklaracji odwołują się do praw gwarantowanych im w dawnych traktatach podpisywanych z indiańskimi plemionami. W tej samej deklaracji – jak podały media – zapisano sprzeciw wobec zwiększania eksploatacji piasków roponośnych w prowincji Alberta.

Ze strony Indian kanadyjskich ten historyczny dokument podpisały plemiona z prowincji Kolumbia Brytyjska, Alberta i Saskatchewan, wchodzące w skład Konfederacji Czarnych Stóp (Blackfoot Confederacy), a ze strony Indian amerykańskich – konfederacja Great Sioux Nation.

Keystone XL to wart 8 mld dolarów projekt, firmowany przez korporację TransCanada, po którego zakończeniu kanadyjska ropa ma popłynąć z Alberty do Nebraski, gdzie nowy rurociąg łączyłby się z istniejącym już rurociągiem Keystone.

Budowie Keystone XL w 2015 roku sprzeciwił się ówczesny prezydent USA Barack Obama, jednak administracja jego następcy Donalda Trumpa cofnęła tę decyzję w tym roku. Władze stanu Nebraska wciąż jeszcze nie wydały zgody na planowaną trasę rurociągu, a zgodę wydaną przez rząd federalny na budowę Keystone XL zaskarżyła do sądu grupa organizacji ochrony środowiska.

Jak podawały kanadyjskie media, koalicja Indian zamierza przesłać środową deklarację do ONZ, by zwrócić uwagę na problem Keystone XL. Nie wykluczają też innych form protestu na trasie planowanego rurociągu.

Jak podkreślali w mediach przedstawiciele indiańskich organizacji, nie chodzi o sprzeciw wobec rozwoju gospodarczego, ale wobec podejmowania decyzji bez zgody Indian. Od lat to oni wskazują na zagrożenia dla środowiska związane z wieloma decyzjami w sprawie eksploatacji surowców naturalnych. TransCanada zapewnia, że nowy rurociąg będzie bezpieczny.

Rząd kanadyjski premiera Justina Trudeau, który w kampanii wyborczej w 2015 roku zapowiadał nową jakość w relacjach z autochtonami, ma w kwestiach ochrony środowiska poważny problem: z jednej strony eksploatacja surowców naturalnych to ważny składnik rozwoju gospodarczego Kanady, a z drugiej kanadyjscy Indianie chcą mieć wpływ na takie decyzje.

Domagają się oni zarówno udziału w zyskach, jak i brania pod uwagę ich opinii na temat ochrony środowiska. Dają przy tym jasno do zrozumienia, że umieją korzystać z praw przysługujących im na mocy podpisanych w przeszłości traktatów. W marcu w Ottawie plemiona indiańskie zrzeszone w największej organizacji Indian kanadyjskich, Assembly of First Nations, rozmawiały podczas własnego Forum Energetycznego o udziale autochtonów w decyzjach dotyczących energetyki i potencjalnym udziale w zyskach.

O możliwych protestach na trasach rurociągów Indianie mówią od wielu miesięcy. W grudniu 2016 roku rząd kanadyjski zgodził się na rozbudowę dwóch ropociągów - Trans Mountain, rurociągu biegnącego między Albertą a Kolumbią Brytyjską, oraz zastąpienie tzw. Line 3, między Albertą a USA, nowocześniejszą magistralą. Decyzję chwalił przemysł, ale Indianie ostrzegli, że Kanadę czekają takie same protesty, jakie miały miejsce w Dakocie Północnej w USA. Przeciwko budowie ropociągu Dakota Access Pipeline protestowało tam plemię Siuksów ze Standing Rock, rezerwatu na terenie Dakoty Północnej i Południowej, w obawie przed potencjalnymi szkodami dla zbiorników wodnych, oraz w związku z tym, że planowana trasa rurociągu biegnie przez ziemie święte dla Indian.

Podczas protestów w Standing Rock na spotkaniu wodzów indiańskich plemion z prowincji Manitoba szef zgromadzenia Derek Nepinak przypomniał, że „rządy udzielają formalnej zgody, ale zgody rzeczywistej udzielają społeczności” - relacjonowała agencja Canadian Press. Już wtedy 100 plemion podpisało porozumienie o sprzeciwianiu się większej eksploatacji piasków roponośnych. Wcześniej, we wrześniu ubiegłego roku, plemiona Indian z Kanady i USA podpisały porozumienie w sprawie wspólnego zwalczania rozbudowy ropociągów.

Grupa naukowców z amerykańskiego Uniwersytetu Stanforda policzyła, że do 2030 roku Kanada mogłaby uniezależnić się od paliw kopalnych i czerpać energię w 58 proc. z wiatru, w 22 proc. – z promieni słonecznych, w 16 proc. - z wody, a w 4 proc. z wykorzystania energii fal morskich i źródeł geotermalnych. Po uwzględnieniu politycznych przeszkód naukowcy oszacowali, że w 2030 roku już 80 proc. dostaw energii może pochodzić z odnawialnych źródeł, ale będzie to wymagało znaczących nakładów finansowych.

Z Toronto Anna Lach

lach/ akl/ ap/

Źródło: