Żegluga

Sposób prywatyzacji Polskiej Żeglugi Bałtyckiej przypomina, przy zachowaniu wszelkich proporcji, niechlubny flirt Ministerstwa Skarbu Państwa z "katarskim inwestorem", który miał kupić nasze stocznie. Początkowe gorące zapewnienia, że wszystko jest na dobrej drodze, zastępuje wydłużanie terminów finalizacji umowy, a potem kompletna klapa.

"Państwo, w dalszym ciągu rozmawiamy z inwestorem na temat doprecyzowania warunków transakcji. Chcielibyśmy podjąć wiążące decyzje odnośnie procesu prywatyzacyjnego PŻB w ciągu najbliższych kilku tygodni." - tak na pytanie o dalsze losy prywatyzacji Polskiej Żeglugi Bałtyckiej odpowiedziała nam Magdalena Kobos, rzeczniczka MSP.

"Niestety, z przyczyn od nas niezależnych umowa nie zostanie dziś podpisana, jak planowaliśmy. Inwestor nie wpłacił jeszcze umówionej kwoty. W tym tygodniu będziemy mogli podać więcej szczegółów odnośnie dalszych kroków w procesie prywatyzacyjnym PŻB" - pisała pani rzecznik pod koniec maja. A jeszcze wcześniej zapewniała, iż "MSP sprawdziło wiarygodność inwestora stosownie do obowiązujących w tym zakresie standardów (m.in. inwestor musiał przedłożyć dokumenty świadczące o tym, iż jest w stanie sfinansować transakcję). Przedłużanie terminu podpisania umowy zdarza się w realizowanych procesach prywatyzacyjnych i związane jest przeważnie z faktem doprecyzowania przez strony zapisów umowy, które do momentu podpisania umowy sprzedaży mogą podlegać korektom".

Sytuacja, kiedy ministerstwo uspokaja, iż przedłużający się proces sprzedaży i przekraczanie ustalonych wcześniej terminów to nic strasznego, niebezpiecznie przypomina historię prywatyzacji stoczni produkcyjnych w Gdyni i Szczecinie. Przypomnijmy, że niemal dokładnie trzy lata temu, 16 czerwca 2009 roku, na posiedzeniu Sejmowej Komisji Skarbu Państwa, podsekretarz stanu w MSP Zdzisław Gawlik zaskoczył posłów informacją, iż stoczniowy majątek ma zamiar kupić spółka spółka Stichting Particulier Fonds Greenrights oraz, iż "niezależny zarządca procesu kompensacji prowadzący to postępowanie otrzymał od Qatar Islamic Bank z siedzibą w Doha gwarancje dla Stichting Particulier Fonds Greenrights na transakcję, której przedmiotem są poszczególne pakiety akcji. Qatar Islamic Bank – bardzo poważny podmiot, który prowadzi działalność również w Azji i w Europie – gwarantuje, że w przypadku gdyby nabywca nie zapłacił, to wynegocjowane ceny zostaną zapłacone".

- W dniu jutrzejszym zostanie zawarty akt założycielski spółki Polskie Stocznie SA. Ta spółka będzie prowadziła działalność stoczniową na terenie obu stoczni – w Szczecinie i Gdyni - oznajmił minister Gawlik, by na kolejnym posiedzeniu komisji, 1 lipca, zdradzić więcej szczegółów:

- Inwestorem jest Qinwest – w którym udziały posiadają dwa istotne banki z tamtego regionu. Równocześnie poinformowano o zamiarze kontynuowania w obu stoczniach produkcji stoczniowej oraz o formule organizacyjnej prowadzenia działalności. Została powołana spółka Polskie Stocznie, której szefem został Jan Ruurd de Jonge. Pan de Jonge przygotowywał proces inwestowania inwestorów katarskich w obie stocznie oraz uczestniczył w rozmowach z przedstawicielami zarządu Agencji Rozwoju Przemysłu i Ministerstwa Skarbu Państwa w sprawie przyszłości stoczni. Pan de Jonge poinformował, że spółka Polskie Stocznie utworzy dwa oddziały w Szczecinie i w Gdyni - informował Gawlik.

Sam de Jonge unikał odpowiedzi na szczegółowe pytania, zapewniając dziennikarzy, że wszystkie informacje otrzymają po sfinalizowaniu transakcji. Przedstawiciele ministerstwa byli pełni optymizmu: - Wszystko wskazuje, że transakcja zostanie zrealizowana w przewidzianym terminie, a w konsekwencji zostanie zrealizowany plan restauracji stoczni - mówił minister Gawlik. Tymczasem, nawet mimo przesunięcia ostetecznego terminu przelania na konto Skarbu Państwa 381 milionów złotych za stocznie w Gdańsku i Szczecinie, pieniądze nigdy nie wpłynęły, a cała sprawa stała się wielką porażką ministerstwa i rządu Donalda Tuska.

- Do dziś nie możemy doprosić się od Ministerstwa Skarbu Państwa informacji, kim tak naprawdę był ten tzw. katarski inwestor. Wiemy tylko, że nie był z Kataru - mówił na jednym z późniejszych posiedzeń Komisji Skarbu Państwa poseł PiS Marek Suski.

A ministerstwo, ustami ministra Gawlika, tłumaczyło, iż "Zawarto umowy obowiązujące ze wszystkimi rygorami, stosowanymi w tego rodzaju przypadkach. Inwestor prowadził pewne badania. Przygotował program rewitalizacji stoczni. Nie było to upubliczniane, ale badacze z pewnością dotrą kiedyś do tych dokumentów. Inwestor – którego nazywamy popularnie katarskim – nabył szereg składników w postępowaniu przetargowym, ale nie wszystkie. Przystępował do drugiego postępowania aukcyjnego wpłacając wadium. Skutecznie licytował nabywając kolejne składniki. To również uprawniało do optymizmu. Jeżeli ktoś raz startuje, drugi raz startuje, kupuje pewne składniki, to robi to w celu prowadzenia działalności stoczniowej. Inwestor założył i zarejestrował spółkę w Polsce. Jestem przekonany, że poza sytuacją na rynku, która w pewnym momencie przeraziła inwestora, nie było innych przeszkód, które spowodowały jego wycofanie z projektu."

Dodajmy jeszcze, że MSP ma niezwykłą i niezrozumiałą tendencję do nawiązywania kontraktów z podmiotami, które albo są w ogóle albo słabo znane w branży morskiej. Oprócz powyższego przykładu, znamienne są dalsze losy szczecińskich terenów postoczniowych. Otóż ni z tego ni z owego, do gry weszła i wygrała przetarg na najważniejsze składniki terenów po szczecińskiej stoczni, nikomu wcześniej nieznana firma Kraftport. Nieznana nie bez powodu, nie tylko nie miała doświadczenia ani w remontach, ani w budowie statków, a jej właściciel to lokalny, śląski przedsiębiorca zajmujący się produkcją systemu dociepleń klinkierem, ale do sądowego rejestru wpisana została trzy dni po podpisaniu umowy z zarządcą terenu Jak się wkrótce okazało, siedzibą firmy jest willa na obrzeżach Katowic, a kapitał firmy to 5 tys. zł - minimalna kwota niezbędna do zarejestrowania. Obecnie umowa z Kraftportem jest przedmiotem zainteresowania prokuratury.

Jeszcze raz poseł Suski, który w kwietniu tego roku pytał przedstawicieli MSP: - ...czy wprowadzicie państwo, jako rząd, jakieś procedury sprawdzające? Kiedy my zgłaszaliśmy zastrzeżenia do takich branżowych inwestorów, których kapitał wynosi 5 tys. zł, a kupowali spółki wielomilionowej wartości, to były zapewnienia, że to są wiarygodni, sprawdzeni, najlepsi branżowi inwestorzy. Czy po tych niechlubnych przypadkach upadłości i niewypałach prywatyzacyjnych wprowadzicie panowie jakiś mechanizm większej weryfikacji, żeby nie sprawdzać inwestora branżowego w Internecie, czy ma swoją stronę, tylko żeby zatrudnić jednak do tego specjalne służby, żeby zobaczyć, czy ten inwestor nie jest po prostu hochsztaplerem, który przyjdzie po to, żeby zająć rynek, albo wypompować spółkę, zniszczyć przedsiębiorstwo.

Biorąc pod uwagę poprzednie niepowodzenia, dziwne jest to, iż MSP nie wyciąga żadnych wniosków. Bowiem w sprawie sprzedaży PŻB powtarza się dobrze nam znany scenariusz: niezbyt znana firma, w tym wypadku Konsorcjum Polen Line, która dopuszczona zostaje do negocjacji, żadnych dokładnych informacji dotyczących transakcji (nawet kwota, jaką państwo ma nadzieję otrzymać za PŻB jest tajemnicą), zapewnienia MSP, że wszystko zostało dokładnie sprawdzone i nie ma powodu do obaw, następnie przedłużające się negocjacje, przekładanie terminu podpisania umowy oraz ciągłe zapewnienia, że "już za kilka tygodni" poznamy szczegóły...

Podobny scenariusz sugeruje, niestety, podobne zakończenie i tej sprawy.

Czesław Romanowski

Fot. Ministerstwo Skarbu Państwa

+7 D.Truskawa z miasta Wawa
Gdzie jest CBA ??
Hmm ... w ministerstwie bez zmian ... głowy nie polecą , bo Pan P... nie da zrobić krzywdy swoim kolegom.

Rządowe zamieszanie w okół PŻB pozwala na korupcjogenną działalność w samej Spółce ... ale przykład idzie z góry ... więc co się dziwić!
20 czerwiec 2012 : 10:53 Guest Odpowiedz | Cytuj | Zgłoś
+7 RE: D.Truskawa z miasta Wawa
Opisana sytuacja najlepiej świadczy o tym jakiego to "właściciela" ma państwowy majątek. W nazwie "Ministerstwo Skarbu Państwa" ten drugi wyraz to kpina.
20 czerwiec 2012 : 15:33 Guest Odpowiedz | Cytuj | Zgłoś
+1 Państwowe
Ministerstwo Skarbu Państwa pewnie tak sprawdziło Polen Line jak inwestora z kataru, który miał kupić Polskie Stocznie.
21 czerwiec 2012 : 09:17 Guest Odpowiedz | Cytuj | Zgłoś
+2 RE: Czy płynie z nami kapitan?
Polen Line nie ma nawet strony internetowej......nic ani siedziby ( mieszkanie prywatne pana niezwiestnego) ani nawet dostępnego jakiekolewik telefonu nie mówiąc o stacjonarnym
I za ten wybór oraz rzekome pozytywne mozliwosci finansowe powinny plecieć głowy w Ministerstwie Skarbu......
21 czerwiec 2012 : 10:27 Guest Odpowiedz | Cytuj | Zgłoś
+4 wspaniały inwestor
Przykład PŻB ,pokazuje jak chore jest nasze państwo ,że taki inwestor jest wstanie mieć wejścia w MSP i wodzić wszystkich za nos a w dodatku ministerstwo go kryje. A facet pływa na koszt armatora za darmo z wyżywieniem i jak popije opowiada głupoty .Myślę ,że Bareja miałby gotowy scenariusz .A najgorsze jest jeszcze to, że rada nadzorcza w której jest- 3 przedstawicieli MSP udaje głupa i to toleruje. Załoga dostaje już szału.
29 czerwiec 2012 : 09:42 Guest Odpowiedz | Cytuj | Zgłoś
+1 jeszcze trzeba trochę pociągnąć
CBA pracy w tej firmie wystarczy na min. dziesięć lat.
tam teraz idą przekręty, firma jest okradana przez pracowników nza oczach pracowników, panie "M" i "B"
mustrują wedle im tylko znanaego klucza, szczeg. rodzinę i donosicieli, przy aprobacie nowego przewodniczącego związków. tak przy okazji szybko się facet sprzedał. ten bałagan pozwala jeszcze z tej zdychającej firmy wyszarpać co się da
30 czerwiec 2012 : 11:07 Guest Odpowiedz | Cytuj | Zgłoś
+1 A kto podejmuje decyzje?
No cóż - jak ma być w tej PŻB dobrze skoro nikomu nie zalezy na podejmowaniu decyzji, bo Towarzystwo nauczyło się przez lata lata że najlepszym sposobem na przetrwanie jest niepodejmowanie decyzji. Nikt się za to nie przypnie skoro nie ma właściciela czy nawet Prezesa z prawdziwego zdarzenia.
Przez kilkanaście miesiecy nie podjeto ani jednej stateficznej decyzji. P.o Prezes tylko liczy czy następnego kredytu starczy na wypłaty. Pani Eksploatator (ta od liczenia baloników) patrzy jakby do głowie kolejnego naiwnego niczym żabka wskoczyć nieco wyżej w hierarchii. A kolejny Pan szef (ten od liczenia frytek) juz w takiej desperacji, że zamiast wziąć i ogranąć swój dział z bandy zasiedziałych pozorantów patrzy tylko skąd wiatr wieje ciągle nic, nic i nic. A własciciela jakby nie było. Zal!
10 lipiec 2012 : 13:26 Guest Odpowiedz | Cytuj | Zgłoś
+1 kto podejmuje decyzje
Cytuję bond2:
No cóż - jak ma być w tej PŻB dobrze skoro nikomu nie zalezy na podejmowaniu decyzji, bo Towarzystwo nauczyło się przez lata lata że najlepszym sposobem na przetrwanie jest niepodejmowanie decyzji. Nikt się za to nie przypnie skoro nie ma właściciela czy nawet Prezesa z prawdziwego zdarzenia.
Przez kilkanaście miesiecy nie podjeto ani jednej stateficznej decyzji. P.o Prezes tylko liczy czy następnego kredytu starczy na wypłaty. Pani Eksploatator (ta od liczenia baloników) patrzy jakby do głowie kolejnego naiwnego niczym żabka wskoczyć nieco wyżej w hierarchii. A kolejny Pan szef (ten od liczenia frytek) juz w takiej desperacji, że zamiast wziąć i ogranąć swój dział z bandy zasiedziałych pozorantów patrzy tylko skąd wiatr wieje ciągle nic, nic i nic. A własciciela jakby nie było. Zal!

jakies sugestie co do decyzji?
12 lipiec 2012 : 11:13 Guest Odpowiedz | Cytuj | Zgłoś
1 1 1 1

Newsletter