Stocznie, Statki
Nasz projekt to awangarda - mówi Marian Kwapiński, wojewódzki konserwator zabytków. - Ale stoczniowe dźwigi to symbol Gdańska, dlatego powinny znaleźć się na liście zabytków.

Fot. Dominik Sadowski / AG

Rozmowa z Marianem Kwapińskim, wojewódzkim konserwatorem zabytków

Aleksandra Kozłowska: Zdecydował się pan wpisać stoczniowe żurawie na listę zabytków. Rzeczywiście warto je chronić? Przecież to żadne archaiczne, bezcenne urządzenia, a tylko przemysłowe sprzęty z lat 70.

Marian Kwapiński: - Oczywiście, że trzeba je chronić. To nasze logo. Logo portowego miasta, symbol Stoczni Gdańskiej, w której wykluwała się nasza historia. Dźwigi to stały element historycznej panoramy Gdańska, widoczny z wszystkich ważnych punktów widokowych: Biskupiej Górki, Góry Gradowej. Trudno bez nich wyobrazić sobie gdański pejzaż.

Przeciwnicy tego projektu uważają, że stoczniowe dźwigi mają dużo większą wartość jako zwykłe metalowe konstrukcje, które można pociąć na żyletki, niż jako jakieś wydumane symbole...

- Tak, to stały fragment gry - ekonomia na zabytki patrzy z niechęcią. To tak jak ze starym samochodem, który bez końca można remontować za grube pieniądze i oczywiste jest, że dużo bardziej opłaca się kupić nowy. Ale zabytek to symbol, a tego nie przelicza się na złotówki. Ustawa o ochronie zabytków wyraźnie mówi, że chronione są obiekty o wartości historycznej niezależnie od ich kondycji fizycznej.

Trudno chyba udowodnić wartość historyczną urządzeń sprzed ledwie 30 lat.

- W Europie to już sprawa powszechna, że chroni się architekturę z lat 60. i 70., u nas zresztą też zaczyna się o tym mówić. A jeśli chodzi o Stocznię Gdańską - do rejestru wpisane są już pomnik Trzech Krzyży, brama nr 2 i sala BHP, dlaczego więc nie dźwigi? Zwłaszcza że ustawa o ochronie zabytków jasno definiuje: "Zabytek to nieruchomość lub rzecz ruchoma, ich część lub zespoły będące dziełem człowieka lub związane z jego działalnością i stanowiące świadectwo minionej epoki bądź zdarzenia, których zachowanie leży w interesie społecznym.".

Czyli sprawa jest prosta i oczywista. Jakie kroki musi pan podjąć, żeby stoczniowe żurawie znalazły się na liście zabytków?

- Na pewno nie trafią na nią wszystkie dźwigi, wszystkich bowiem żurawi na terenie Młodego Miasta jest osiemnaście. Musimy najpierw ustalić, które z nich są najbardziej istotne jako element panoramy Gdańska i wytypować te najważniejsze, potem przygotować inwentaryzację i podjąć procedurę wpisu do rejestru. Bo to, że dwa przedwojenne parowe dźwigi samobieżne od 2004 r. wpisane są w plan zagospodarowania przestrzennego, to zdecydowanie za mało.

Czy zdarzyło się już w Polsce, że na liście zabytków znalazły się przemysłowe maszyny z lat 70. zeszłego wieku?

- Nie. Nasz projekt to awangarda. Ale zawsze ktoś musi przetrzeć szlaki.

Spór o dźwigi: zabytki, czy narzędzia pracy

Dźwigi to stały element historycznej panoramy Gdańska, widoczny z wszystkich ważnych punktów widokowych: Biskupiej Górki, Góry Gradowej - mówi Marian Kwapiński, wojewódzki konserwator zabytków

Dyskusja na ten temat trwa od jesieni 2008 r. Wtedy to poseł PO Arkadiusz Rybicki napisał list do ministra kultury Bogdana Zdrojewskiego, w którym poprosił go o poparcie dla wpisania dźwigów do rejestru zabytków.

- To nienaruszalny element gdańskiego pejzażu, bardziej rozpoznawalny na Zachodzie niż zabytkowy Żuraw nad Motławą - mówił Rybicki.

Jednak przedstawiciele ukraińskiej firmy ISD, właściciela Stoczni Gdańsk, która cały czas wykorzystuje dźwigi do budowy statków, propozycje Rybickiego uznali za "kuriozalne". "Ich główna wartość polega na tym, że są narzędziami pracy stoczniowców" - napisali w zakładowym Kurierze Stoczni Gdańsk.

Rozmawiała Aleksandra Kozłowska

0 Ile kassy?
A ile będzie kosztować roczna konserwacja "zabytków" - no bo skoro mają zdobić przyszłe nowoczesne centrum Gdańska to jakoś muszą wyglądać czyli muszą być malowane aby nie straszyły turystów i raz na jakieś czas remontowane żeby nie zagrażały przechodniom. TO ILE TO BĘDZIE KOSZTOWAĆ? CZY KTOŚ TO LICZYŁ? (p.s. a to chyba taki dźwig to nie to samo co np. Sołdek, Błyskawica czy Dar Pomorza - może lepiej zająć się ruinami wyspy spichrzów)
13 styczeń 2009 : 08:51 OBSERWATOR Odpowiedz | Cytuj | Zgłoś
0 dzwigi
Wtym kraju jest wszystko mozliwe.Mam orginalny kask stoczniowca z numerem nazwa wudziału odam go do konserwatora zabytkow to bedzie za polroku unikat palikot dzie jestes
13 styczeń 2009 : 11:28 dajcie na luz Odpowiedz | Cytuj | Zgłoś
0 Cala Stocznia to zabytek
Japończycy zwiedzajacy stocznie Gdańska rozmawiaja szeptem- zaintrygowany przewodnik pyta czmu tek cicho mowia w Stoczni - a to my jesteśmy w stoczni bo myslelismy, ze w muzeum.
13 styczeń 2009 : 17:52 Stefanp Odpowiedz | Cytuj | Zgłoś
0 re: Cala Stocznia to zabytek
Jesteś głupi jak but!Pewnie nigdy nie byłeś w stoczni! A wątpliwy dowcip który przytaczasz ma już brodę!
13 styczeń 2009 : 19:22 kiki Odpowiedz | Cytuj | Zgłoś
1 1 1 1

Źródło:

Newsletter