Rybołówstwo
Nasi rybacy apelują do Komisji Europejskiej, by ta zrzekła się prawa do podejmowania decyzji w sprawie rybołówstwa. To, zdaniem rybaków, powinny czynić wyłącznie władze państw leżących nad Bałtykiem. Nikt inny.


To nie wszystko. Nasi łowcy po raz kolejny zażądali zniesienia dorszowych kwot połowowych, a także powołania komisji śledczej. Jej zadaniem byłoby dogłębne zbadanie procedury ustalania limitów dla poszczególnych państw bałtyckich. Jednak wszystko wskazuje na to, że w tych kwestiach Bruksela nie ustąpi nawet na milimetr.

Rybacy chcą też ograniczenia wielkości statków poławiających dorsze na Bałtyku, zniesienia zakazu stosowania sieci, tzw. pławnic oraz prowadzenia systematycznych i rzetelnych badań dotyczących wielkości zasobów ryb w Morzu Bałtyckim.

- Dopiero po upublicznieniu wyników badań i dogłębnej ich analizie, powinno się podejmować decyzje kwotowe - uważa Grzegorz Hałubek, szef Związku Rybaków Polskich. - Obecnie takie decyzje są podejmowane na podstawie zafałszowanych danych.

Rybacy mają nadzieję, że Bruksela jednak ustąpi. W przeciwnym razie grożą wejściem na drogą sądową. W 2009 roku nasi rybacy mogą złowić 11 tys. ton dorszy. Ich zdaniem, to limity głodowe.


włod
 
0 To jak porywanie się z motyką na księżyc
Ale postulaty godne poparcia przez nas wszystkich.Gdybyśmy renegocjowali traktat akcesyjny i odebrali prawa do dysponowania 12 milową strefą nie było by takiej szarpaniny jak dziś .Powodzenia Koledzy Rybacy w Brukselce
25 luty 2009 : 09:08 Parposz Odpowiedz | Cytuj | Zgłoś
0 wystąpienie Prezesa Safadera z Bruskeli
Dzień dobry Państwu,
to dla mnie zaszczyt, że dziś w imieniu polskich przetwórców mogę
wystąpić w tak zacnym gronie.
Czynię to w imieniu 15-tu tysięcy pracowników zatrudnionych w 250
zakładach.
Przetwórnie w Polsce zarówno te z kapitałem polskim jak i
zagranicznym to bardzo nowoczesne zakłady, zmodernizowane w
ostatnich latach – jak my to mówimy „pachnące świeżą farbą” , między
innymi dzięki pomocy z Unii Europejskiej, za co pragnę bardzo serdecznie
podziękować za Państwa pośrednictwem narodom krajów zrzeszonych.
Mam 15 minut za zaprezentowanie naszych problemów. Postaram
się to zrobić w telegraficznym skrócie.
Głównym problemem to zaopatrzenie w surowiec. W ponad 90%
surowca zaopatrujemy się z importu.
Pomimo takiej skali importu, głównym problemem jest zaopatrzenie w
surowiec jakim jest dorsz bałtycki.
W przetwórstwie dorsza bałtyckiego pracuje w Polsce ca 3000 ludzi.
W tym właśnie segmencie w ostatnich latach napiętrzyły się bardzo duże
problemy i co najgorsze nie widać optymistycznej perspektywy.
Przetwórnie bazujące na dorszu bałtyckim z roku na rok pogarszają wyniki.
Główna przyczyna to brak systematycznego dostępu do surowca.
Naszym zdaniem jest to wynik nieprecyzyjnej , nieskoordynowanej polityki
pt. ochrona zasobów dorsza bałtyckiego.
Wokół tego zagadnienia wybuchła wprost panika. Zarówno rybacy
jak i przetwórcy jesteśmy odbijani od ściany do ściany.
Na dzień dzisiejszy nie wiemy:
- W jakim czasie będziemy mieli dostęp do surowca dorszowego w roku
2009 ?
- Kiedy będą okresy ochronne i jak długo będą trwały?
- A jak będzie w roku 2010 i w latach następnych ?
W związku z tym nie wiemy jak planować produkcję, zatrudnienie,
inwestycje, remonty itd.
Przetwórnia to nie tylko mury i maszyny, to przede wszystkim ludzie
i o tym decydenci powinni pamiętać.
Ta nieskoordynowana polityka ostatnich lat spowodowała, że
obecnie w właściciele przetwórni dorszowych szukają innego wyjścia.
Szukamy możliwości aby jak najszybciej przestawić się na przetwarzanie
innej ryby. Ten proces w Polsce już następuje.
Sprawa nie jest taka prosta, nie da się tego zrobić w krótkim czasie. To nie
tylko sprawa dostępu do innej ryby zamiast dorsza, ale co trudniejsze to
budowa rynków zbytu.
Mamy dwa wyjścia, albo ogłosić upadłość, albo zdążyć z czasem i
przestawić się na przetwórstwo innych gatunków ryb – gwarantujących
systematyczną pracę w ciągu roku i perspektywę na przyszłość.
Zakładam, że za dwa, trzy lata zapotrzebowanie na dorsza bałtyckiego w
Polsce spadnie do minimum.
Po prostu nie będziemy dorszem bałtyckim zainteresowani jako surowcem.
Część rybaków i administracja nie wierzy w taki scenariusz.
Niestety nie mają racji. Jak długo można utrzymywać firmę, która pracuje
6-7 miesięcy w ciągu roku?
W ekonomii 2 x 2 jest 4. To tylko w filozofii można udowadniać,
że 2 x 2 może stanowić 5.
Rybołówstwo to nie tylko połowy, to łańcuch powiązań od rybaka
poprzez przetwórcę do konsumenta.
Pominięcie w decyzjach jednego segmentu spowoduje efekt domina –
wszystko się zawali.
Przetwórcy dorszowi są zostawieni sami sobie. Nikt się nami nie
interesuje, ani na szczeblu krajowym, ani komisji europejskiej.
Efekt końcowy będzie taki, zakładając, że polityka w tym temacie się nie
zmieni, że zostanie dorsz, urzędnik komisji europejskiej, urzędnik krajowy.
Rybak i przetwórca zniknie, a konsument nie będzie wiedział o co w tym
wszystkim chodzi
Czy może być inaczej? Może tylko trzeba chcieć.
Należy stworzyć wieloletni plan eksploatacji zasobów dorsza bałtyckiego z
udziałem wszystkich zainteresowanych stron, nie tylko urzędników i
naukowców, ale bezwzględnie z udziałem rybaków i przetwórców.
Polscy rybacy i przetwórcy są gotowi na taką współpracę.
My jesteśmy i będziemy ściśle przestrzegać ustalonych zasad, ale
zasad które są do zaakceptowania. Zasad , które pozwolą chronić stado i
ludzi z tym procesem związanych.
Od 20 lat zajmuję się przetwórstwem dorsza bałtyckiego i
stwierdzam, że jak tylko warunki pogodowe są sprzyjające to surowca
mamy pod dostatkiem.
Naszą tezę potwierdzają wyniki badań czterech kutrów, które w
Polsce przeprowadzono w 2008 roku od stycznia do końca czerwca. W tym
trzy miesiące połowów i trzy miesiące sztormów.
Najniższy wskaźnik kutra to 108 ton a najwyższy 220 ton.
Więc jak to się ma do stwierdzenia, że dorsza w Bałtyku nie ma? Jak
można wprowadzać okresy ochronne zakazujące połowów tylko dla tych ,
którzy zarabiają na chleb, a pozwalają na połowy sportowe? Duńskie
badania pokazują, że połowy sportowe to znacząca ilość odłowu.
Jak okres ochronny to dla wszystkich bez wyjątku.
I sprawa eksploatacji zasobów. To nie może być tzw. wolna
amerykanka.
5 -
O ile na dziś dobrze funkcjonują np. zasady duńskie, szwedzkie czy
niemieckie, to je wprowadzić na całym Bałtyku. Ujednolicić system
(Mam tu na myśli limity tygodniowe).
Dotychczasową politykę należy natychmiast zweryfikować i zamiast
systemu policyjnego i próby monopolizacji skupu wprowadzić nową,
racjonalną, jasną i czytelną. Oczywiście pod kontrolą w sposób
ucywilizowany.
Należy w pierwszej kolejności zmienić metodę badań dotyczącą stanu
zasobów dorsza bałtyckiego. Ponieważ wyniki badań znacząco odbiegają
od stanu faktycznego, jak potwierdzają połowy.
W przeciwnym razie to się źle skończy dla całego rybołówstwa Bałtyckiego.
Dziękuję za uwagę.
25 luty 2009 : 09:19 @ Odpowiedz | Cytuj | Zgłoś
0 Twardo za mordę i do prokuratora!
Koniec tej pieprzonej karuzeli i robienia w jajo Polaków!
25 luty 2009 : 10:42 koł Odpowiedz | Cytuj | Zgłoś
0 wystąpienie prof Wawrzyniak w Brukislei
STANOWISKO DZIEKANA WYDZIAŁU RYBOŁÓWSTWA AKADEMII ROLNICZEJ W SZCZECINIE PROF. WAWRZYŃCA WAWRZYNIAKA W SPRAWIE ZASOBÓW RYB W MORZU BAŁTYCKIM I ICH EKSPLOATACJI

Bałtyk – morze śródziemne Północnej Europy, tworzy środowisko geograficzno – społeczne, w ważnym rejonie gospodarczym świata. Każda ze społeczności rybackich gospodarujących wokół Morza Bałtyckiego posiada własne rozwiązania dotyczące akwakultury i połowów. Dzisiaj istnieje pilna potrzeba opracowania wspólnego dla wszystkich państw nadbałtyckich planu zarządzania zasobami żywymi. Przenoszenie niektórych zakazów połowowych, z innych akwenów, na Bałtyk wcale nie musi być zasadne, a należy pamiętać, że problem obejmuje wiele osób nad Morzem Bałtyckim żyjących. Istotą mojego wystąpienia są dwa aspekty: gospodarki rybackiej w świetle gospodarki dorszowej i połowów łososia metodą pławnicową.
I.Stanowisko dotyczące zakazu stosowania pławnic łososiowych
Ryby łososiowate występujące w południowej części Morza Bałtyckiego (łosoś i troć) są tradycyjnymi obiektami połowów polskich rybaków. Techniki i narzędzia stosowane do połowów tych ryb, zostały w sposób naturalny, przez dziesięciolecia ich stosowania, wypracowane przez rybaków, na podstawie cech biologicznych tych ryb, oraz tej cechy populacyjnej, że w morskim okresie ich życia występują one w dużym rozproszeniu, nie tworząc ławic, utrzymują się w luźnych grupach od 2 do 10 osobników, przy czym odstępy między rybami wynoszą średnio 12 m. Połowy zatem -aby były efektywne - muszą być prowadzone sprzętem penetrującym duży obszar wód przypowierzchniowych.
Taką techniką są obecnie zakazane połowy pławnicowe, stosowane w rybołówstwie od ponad 100 lat.
Rozpatrując obowiązujące na Bałtyku rozwiązania techniczne podkreślić należy przede wszystkim niezwykle bolesny dla polskich rybaków skutki przyjęcia przez Radę Unii Europejskiej dnia 21 grudnia 2005 r. Rozporządzenia nr 2187/2005 w sprawie zachowania zasobów połowowych w wodach Morza Bałtyckiego, cieśnin Bełt i Sund przez stosowanie środków technicznych. Rada określiła w nim ograniczenia i kierunki dotyczące stosowania pławnic w obszarze regulowanym rozporządzeniem, sprowadzające się do redukcji połowów pławnicowych w latach 2006 i 2007 oraz wprowadzenia całkowitego zakazu ich stosowania z dniem 1 stycznia 2008 r.
Zakaz stosowania pławnic na Bałtyku uderza między innymi w polskich rybaków, którzy takiego sprzętu do połowów używali tradycyjnie jeszcze przed ukształtowaniem się Polski po I Wojnie Światowej. Polscy rybacy bałtyccy nie mają dostępu do łowisk Morza Północnego, tak jak np. rybacy duńscy i niemieccy. Ponadto ukształtowanie południowej części Bałtyku wyklucza możliwość stosowania innych technik połowów, które z powodzeniem są stosowane przez rybaków skandynawskich we fiordach i ujściach licznych rzek. Przecież w ciągu dwóch lat, tj. od 21 grudnia 2005 r. do 1 stycznia 2008 r., trudno radykalnie zmienić profil wykonywanego zawodu i przestawić się na nowe metody połowowe, kiedy wypracowanie dotychczasowych trwało ponad 100 lat, a specyfika miejscowego akwenu wobec ograniczonej liczby gatunków pozwalających na ekonomicznie uzasadnione rybołówstwo - nie pozostawiała żadnego pola manewru.
Powoływanie się przy wprowadzaniu zakazu stosowania pławnic na zagrożenie populacji morświna przez ich stosowanie, nie ma uzasadnienia naukowego. Wręcz odwrotnie, zarówno wcześniej prowadzone badania, jak i obserwacje prowadzone przez niezależnych pracowników skierowanych na polskie statki łososiowe jeszcze przed 2008r. wykazały niezbicie brak związku między stosowaniem pławnic łososiowych ,a śmiertelnością morświnów w rejonach, gdzie były poławiane łososie. Liczne obserwacje potwierdzają natomiast wysoką selektywność pławnic - połowy były praktycznie w stu procentach ograniczone do łososi i troci, nie było w ogóle odrzutów. Należy zwrócić także uwagę na kulturowy i historyczny aspekt sprawy. Połowy ryb łososiowatych miały i mają ogromne znaczenie dla społeczności lokalnej Półwyspu Helskiego i okolic, dla których stanowiły jedno z podstawowych źródeł dochodu. Mnożenie różnego rodzaju zakazów wobec ukształtowanych historycznie społeczności lokalnych może doprowadzić do ich dezintegracji, co nie jest zapewne zgodne z polityką Unii.
Każde z państw Bałtyckich broni swojej gospodarki rybackiej. To jest słuszne. Nie możemy jednak stosować wobec siebie, czegoś, co nie pozwala prowadzić prawidłowej gospodarki. Zakaz stosowania pławnic na Bałtyku uderza mocno w rybaków (nie tylko polskich), gdyż wytrąca im się możliwość ekonomicznie uzasadnionych połowów, gatunku najcenniejszego, od którego zależy ich egzystencja - łososia. Wprowadzanie takich zakazów wbrew konsultacjom społecznym dodatkowo eroduje zaufanie rybaków oraz obniża wiarygodność otrzymywanych od nich zwrotnych informacji. Argumenty o zagrożeniu populacji morświna ze strony narzędzi oplątujących muszą być poparte dowodami i nie mogą być sprzeczne z obserwacjami rybaków, a na dziś jest zupełnie odwrotnie.
II.Stanowisko dotyczące gospodarki populacją dorsza w południowo wschodniej części Bałtyku.
Populacja dorsza na Bałtyku pod względem jego eksploatacji została podzielona na stado wschodnie i zachodnie. Jest rzeczą bezdyskusyjną, że w przypadku występowania w morzu odrębnych stad powinny one stanowić osobne jednostki zarządzania, poprzez ustalanie indywidualnych parametrów eksploatacji i środków ochrony technicznej. Problem w tym, że granice geograficzne stosowane w tym celu nie zawsze są właściwe. Tak właśnie jest w przypadku dorsza bałtyckiego. I tak dorsz bytujący w Basenie Arktońskim (czyli na zachód od sztucznie wytyczonej granicy) biologicznie należy do stada wschodniego, co stwierdzają badacze niemieccy a w praktyce potwierdzają liczne obserwacje rybaków polskich, którzy po akcesji powrócili po latach na tu znajdujące się łowiska. Dorsz ten wcale nie odbywa tarła w kwietniu jak prawdziwa populacja stada zachodniego, lecz w lipcu-sierpniu- jak stado wschodnie. Nie mamy tu do czynienia z chwilowym zakłóceniem warunków przyrodniczych - w rzeczywistości istniejące stado zachodnie dorsza bałtyckiego bytuje na znacznie mniejszym akwenie niż podpisany mu podobszar statystyczny ICES 24.
Podaję ten przykład po, to aby uwypuklić inny problem zarządzania dorszem bałtyckim. Otóż - w świetle wieloletnich obserwacji rybaków (i moich osobistych) i niekwestionowanego poglądu o istnieniu dużego tarliska dorsza w rejonie Głębi Gdańskiej - należy zweryfikować sposób zarządzania zasobami dorsza zakwalifikowanymi obecnie do jednej jednostki zarządzania - stada wschodniego.
Wyodrębnić należy mianowicie subpopulację gdańską i dla dorszy pochodzących z tarlisk Głębi Gdańskiej określić:
Biomasę ryb występujących w toni wodnej,
Biomasę ryb żerujących na płyciznach,
Biomasę planktonu i ichtioplanktonu,
Oszacowanie od strony hydrologiczno – biologicznej tarlisk dorszowych.
Chcąc zapewnić bezpieczną eksploatację należy brać pod uwagę, że rejon Głębi Gdańskiej podzielony jest pomiędzy Polskę i Rosję, a eksploatacją tego stada zainteresowane są również inne państwa bałtyckie, głównie Łotwa i Litwa, u wybrzeży, których na płyciznach żeruje młodzież tej populacji dorsza.
Zgodnie z naszą propozycją zapraszamy do współpracy kolegów z Litwy i Łotwy, natomiast Radę UE prosimy o nawiązanie współpracy w tej dziedzinie z Rosją.
Trzeba stworzyć modelowy program naukowy wykorzystujący wspólny potencjał badawczy państw bałtyckich: biologów, chemików, fizyków morza, ekonomistów i polityków. Racjonalna eksploatacja powinna być oparta na obiektywnych wynikach bieżącego, permanentnego monitoringu obszaru Morza Bałtyckiego, przeprowadzonego przez państwa nadbałtyckie w odpowiadających im strefach rybołówstwa. We wspólnych działaniach badawczych należy upatrywać wspólnego interesu nie tylko państw Unii Europejskiej, ale i Rosji w celu ochrony żywych zasobów Bałtyku. Moim zdaniem, niezbędne jest również forum, na którym mogłyby być wymieniane i konfrontowane doświadczenia oraz opinie na temat eksploatacji zasobów Bałtyku, praktyków, przedstawicieli organizacji rybackich, a także naukowców ze wszystkich państw bałtyckich.
25 luty 2009 : 11:25 @ Odpowiedz | Cytuj | Zgłoś
0 wystąpienie Puchanw Brukseli
Stanowisko rybaków prezentowane podczas wysłuchania publicznego
w Parlamencie Europejskim


Panowie Ministrowie, Szanowni Posłowie, Drodzy Goście

W dniu dzisiejszym mam zaszczyt prezentować na tym spotkaniu polskich rybaków – ludzi morza i praktyków rybołówstwa. Morze to nasze miejsce pracy i nikomu chyba nie zależy na Bałtyku jak naszej grupie zawodowej.

Pławnice

Jednym z największych problemów polskiego rybołówstwa, jakim jest zakaz stosowania pławnic dryfujących. Sieć tą stosowaliśmy do połowu ryb łososiowatych występujących w południowej części Morza Bałtyckiego (łosoś i troć). Szczególnie znaczenie ma troć, którą można odławiać bez limitu i stanowiła ona ważne uzupełnienie dochodu rybaków.
Zakaz został wprowadzony pod pretekstem szkodliwości pławnic dla morświnów. W 2007 roku Polska, jako jedyny kraj uruchomiła program obserwacji połowów pławnicami. Prowadził go Morski Instytutu Rybacki z w Gdyni. Naukowcy nie kryli, że przystąpił do programu z przekonaniem, że nasze sieci masakrują ssaki morskie. Badania potwierdziły jednak stanowisko rybaków, którzy zaprzeczali tej teorii. Przez rok badań na łowiskach, gdzie stosowano pławnice nie zanotowano nawet przypadku pojawienia się morświna. Nic dziwnego, gdyż ten ssak morski żyje w płytkich wodach przybrzeżnych, natomiast pławnice dryfujące stosuje się na otwartym morzu.
Do 1 stycznia 2008 KE miał przedstawić PE raport naukowy uzasadniającego zakaz stosowania między innymi sieci skrzelowych do których należy pławnica dryfująca. Oczywiście prawo obowiązuje tylko wyłącznie rybaków. Raport nie powstał i zapewne nie powstanie, bo trudno udowodnić naukowo, coś co nigdy nie miało miejsca. Od roku upominamy się o ten dokument i co kwartał słyszymy, ze w następnym kwartale będzie on opublikowany. Ten wątek pozostawię bez komentarza.
Komisja Europejska w odpowiedzi na zapytanie posłów Witolda Tomczaka, Bogdana Golika i Pedro Guerreiro stwierdziła m.in. , iż stanowisko swe opiera na dokumentach ICES , w których skład wchodzi m. im. sprawozdanie grupy roboczej w sprawie ekologii ssaków morskich z 2003r.
W dokumencie tym nie istnieje żadna , podkreślam żadna informacja o przyłowie morświna w pławnicach dryfujących !!! W wspomnianym dokumencie zestawienie sieci w których odnotowano przypadki przyłowu morświna w tabeli znajduje się sieć o nazwie „semi drift net”. Jak pisemnie wyjaśnił jeden z autorów, dr Krzysztof Skóra miał na myśli sieć typu wonton czyli kotwiczoną , a nazwa „semi drif net” jest nazwą lokalną dla tego typu sieci stosowanych wyłącznie w wodach przybrzeżnych. Informuję , że problem eliminacji ewentualnych przypadkowych połowów morświna w sieciach stosowanych w płytkich wodach przybrzeżnych Bałtyku Zachodniego rozwiązano nie poprzez zakaz ich używania , ale za pomocą zastosowania mocowanych do tych sieci odstraszaczy akustycznych czyli tak zwanych pingerów.
Zakaz stosowania pławnic dryfujących na Bałtyku uderzył nie tylko w polskich rybaków. Podobny problem mają rybacy z duńskiej wyspy Bornholm i szwedzkiej Gotlandii i krajów bałtyckich. Ukształtowane linii brzegowej w południowej części Bałtyku wyklucza możliwość stosowania innych technik połowów, które z powodzeniem są stosowane przez rybaków skandynawskich we fiordach i ujściach licznych rzek.
Pławnica dryfująca jako narzędzie połowowe było kształtowane na przestrzeni kilkudziesięciu lat przez rybaków z Niemiec, Danii i Polski , a dwa lata to żaden okres dla wypracowania nowych narzędzi połowowych.
Niezrozumiała jest niechęć Komisji Europejskiej do jakichkolwiek badań naukowych w tym zakresie oraz bardzo ciekawy artykuł na jakich natrafiłem ostatnio w prasie specjalistycznej. W tekście tym ekspert jednego z krajów zachwyca się nad zakazem stosowania pławnic dryfujących, ponieważ zwiększa on wydajność połowową w jego kraju innych narzędzi. O ochronie morświna ekspert nie wspomina nawet słowem.
Kończąc temat pławnic posłużę się pewnym przykładem na stosunek Komisji Europejskiej do tej problematyki. W września 2008 roku z inicjatywy posła Bogdana Golika odbyło się spotkanie naszego środowiska z przedstawicielami Komisji Europejskiej. Na spotkaniu tym przedstawiliśmy argumenty naukowe potwierdzające nasze stanowisko. W dodatku wykazaliśmy, że nie ma mowy o takim czymś jak morświn bałtycki, ponieważ morze te w przeszłości zamarzało w 100 % i ssak ten po prostu by się udusił, a występujące obecnie w nim egzemplarze to rzadkie napływy z Morza Północnego. Komisja Europejska po wysłuchaniu naszych argumentów stwierdziła, że zgadza się z nami . iż nie istnieją dowody na szkodliwość pławnic dla morświna , ale nie przedstawiliśmy żadnego dowodu na ich nieszkodliwość. Zdaje się, że dowody na szkodliwość miała przedstawić Komisja Europejska w stosownym raporcie dla Parlamentu Europejskiego , ale pomijając ten fakt chciałem państwu powiedzieć, ze dwie przecznice stąd stoi samochód marki audi i nie ma dowodu , że po naszym wyjściu stąd nie potrąci żadnego z nas na ulicy. Czy można w związku z tym zakazać jazdy tym samochodem?

Kwestia dorsza

Jednym z poważniejszym problemów naszego morza jest populacja dorsza oraz limity połowowe tego gatunku. Od lat trwa dziwna zabawa w kotka i myszkę. Wiadomo już jednak, że liczebność stad tej ryby była niedoszacowania przez szereg lat. Na bazie błędnych szacunków podejmowano decyzje nie tylko dotyczących dorsza, ale również śledzi i szprotów. Doprowadziło to do kompletnego zachwiania równowagi między tymi gatunkami.
Zacznijmy jednak od dorsza. Ponieważ polityka KE przez lata polegała na zmniejszaniu limitów połowowych doprowadziło to do sytuacji w której poziom indywidualnych limitów połowowych dla rybaków przekreśla sens ekonomiczny prowadzonej działalności.
W związku z tym, że rybacy na morzu od lat obserwują rozbieżność między tymi szacunkami, a wynikami połowowymi nasze środowisko postanowiło postulat powołania Komisji złożonej z ekspertów i przedstawicieli rybaków w celu zbadania zasobów naszego morza.
Komisarz Borg oraz Komisji Europejskiej Jose Manuel Barosso - ten drugi w czasie swej wizyty w Polsce w roku 2007 obiecali powołanie komisji eksperckiej . Od tego czasu minęło półtora roku i o powołaniu takiego ciała nikt już nie mówi.
Nie podejmowaliśmy naszego postulatu , ponieważ w Polsce uruchomiono tak zwany „Projekt czterech kutrów”. Cztery jednostki miały łowić dorsza bez limitu. Ogólna wielkość połowów jednostek uczestniczących w projekcie, wyniosła około 900 ton. Średnia wielkość połowów dorszy na statek wyniosła ok. 200 ton. Średnia liczba dni połowowych dla jednostek biorących udział to 89 dni, po których przerwano program. Wyniki są właściwe druzgocące, ponieważ w ciągu pół roku jednostki wyjęły z morza swój pięcioletni limit. Naszym zdaniem dane zaprezentowane przedstawiają zarówno wydajność połowową, jak i pokazują rzeczywiste zasoby dorsza w Bałtyku.
Naukowcy wyliczyli na bazie tych połowów oraz nie ekonomicznych limitów połowowych i błędnych szacunków ilości dorsza, że Polsce wystarczy jedynie 40 jednostek, aby odłowić krajowy limit. Nie znam dokładnej metodologii tych wyliczeń, dlatego przyjąłem zasadę proporcjonalności i porównując GT oraz dotychczasowe limity wyliczyłem, że opierając się na sposobie myślenia autora tego wniosku to Niemcy powinny zredukować swoją flotę do 8 jednostek, Szwecja i Dania do 12, a Finlandia, Litwa,. Łotwa i Estonia winny posiadać wspólnie jedną jednostkę rybacką. Nad absurdalnością tego wniosku nie będę się rozwodził. Podkreślę jedynie, że Polska posiada jedną z najbardziej przestarzałych flot na Bałtyku, a co do mocy silników i zdolność połowowych jesteśmy na szarym końcu. Zresztą ilość jednostek nie jest wprost proporcjonalna do zdolności połowowej (choć wobec Polski używa się właśnie argumentu ilości jednostek, a nie mocy silnika czy GT).
Wielkość stada dorsza na Bałtyku jest przedmiotem sporu nie tylko między rybakami, a ekologami, ale zaczyna dzielić już środowisko naukowe. Jedynym rozsądnym wyjściem z sytuacji jest więc przeprowadzenie rzetelnych badań naukowych z udziałem także strony związkowej oraz budowa stałego systemu monitoringu, aby móc reagować na czas. Oczywiście strona rybacka po urealnieniu kwot połowowych jest gotowa zgodzić się na dodatkowe formy ochrony dorsza.
Oprócz niedoszacowania zasobów drapieżników obserwujemy na morzu dodatkowe i bardzo niepokojące zjawisko związane z dorszem oraz łososiem. Drapieżnikom brakuje pokarmu i to jest zjawisko powszechne. Zaczynamy obawiać się, że plan odbudowy stada dorsza na Bałtyku załamie się z braku pokarmu dla tego drapieżnika. Dorsz jest przerażająco chudy przez cały rok.. Wynika to z braku pokarmu – czyli niskiego stanu populacji szprotów i śledzi. Gdy oporządzamy ryby na pokładzie mamy styczność z treścią żołądka drapieżników. Proszę nam wierzyć, szproty i śledzie zaczynają być rzadkością w żołądkach dorszy. Potwierdzają to także wyniki połowów łososia metodą takli. Jeszcze dwa trzy lata temu waga łososia złowionego tą metodą wahała się w okolicach 7 kilogramów. Teraz łososie o tej samej długości ważą około 5 kg.
Naszym zdaniem sytuacja wynika z dwóch czynników. Pierwszym są nadmierne połowy paszowe o których później. Druga to niedoszacowanie wielkości stad drapieżników żywiących się szprotami i śledziami , które pochłaniają więcej pokarmu.
O niedoszacowaniu zasobów stada dorsza świadczą również wyniki pracy sieci do połowu tego gatunku w których to w ciągu godziny trałowania znajduje się tona ryby.
Zresztą dzisiaj polskie statystyki połowowe można częściowo włączyć w wyniki badań, ponieważ 100 % wyładunków odbywa się pod kontrolą inspektorów. Jednocześnie w dziennikach połowowych bardzo skrupulatnie wypełniamy czas pracy sieci. Zestawienie wyładunków oraz czasu pracy sieci może dać wstępny obraz zasobów dorsza.

Połowy paszowe

Dbałość o ekologię przez Komisję Europejską , a jednocześnie pozwolenia na masakrowanie ekosystemu Bałtyku przez oceaniczne jednostki budzi nasze oburzenie. Przez nasze łowiska ciągnąc sieć z drobnym oczkiem pływają jednostki o długości kadłuba od 50 do nawet 100 metrów. Rozpiętość sieci sięga od lustra wody po same dno. Selektywność takiego połowu jest równa zeru. W sieci wpadają szproty , śledzie , łososie oraz dorsze wymiarowe jak i niewymiarowe. Statki te łowią poza wszelką kontrolą. Nie prowadzi się również żadnego naukowego monitoringu tych połowów. Odławianie śledzi i szprotów jest wręcz konieczne , ale opisy z tych połowów przekazywane przez naszych kolegów rybaków pracujących na tych jednostkach są alarmujące. W 2007 roku dwie jednostki tego typu w ciągu tygodnia miały w ładowniach połowę rocznego polskiego limitu łososia. Jednostki tej wielkości nie są tak wrażliwe na pogodę jak nasze, dlatego schodzą do portu dopiero wówczas , gdy ich ładownie są pełne. Jak te połowy mają się do ochrony zasobów, gdy do mielenia na mączkę rybną oprócz śledzi i szprotów idzie również niewymiarowy dorsz i to na przemysłową skalę.
Podkreślam , że nie chcemy walczyć z połowami śledzi i szprotów. Jednak będziemy domagali się natychmiastowego wstrzymania połowów przez tej wielkości jednostki. W czasach przed wejściem do Unii Europejskiej w obrębie polskiej strefy ekonomicznej istniało ograniczenie – połowy mogły prowadzić jednostki do wielkości 30 metrów długości oraz mocy silnika do 620 KW . Bezdyskusyjnie wprowadzenie takiego ograniczenia pozytywnie wpłynie na zasoby i ekosystem Morza Bałtyckiego.
Naszym zdaniem połowy paszowe zniszczyły populację szprota, śledzia i dorsza, a decyzje w tym zakresie nie mogą zapaść za rok, czy za dwa. One powinny były zapaść wczoraj!
25 luty 2009 : 11:26 @ Odpowiedz | Cytuj | Zgłoś
0 dodatkowo
głos zabrali w dyskusji (stroan Polska)

Grzegorz Szomborg - który uzupełnil wiedzę naukowców, co do ioość zjadanych ryb przez foki

Wojciech Piper - o paszowcach

Jerzy Safader - uzupełnienie wystąpienia i odpowiedź na abusrdalne stanowiska KE

Kuba Puchan - brak ochrony dla Kaszubów, podkreslenie paszowców (KE unikała tego tematu)

Poseł Liberadzki - wezwal KE do ustosunkowania się do wszystkich problemów, a nie wybióreczego (KE ujnikala niektórych tematów)


Dla Pełnego Obrazu Pan Wojnicz wywał telefonicznie prelegentów od populistów i wysłal paszkwil odmawiajac nie tylko udziałuw imprezie, ale prawa wystepowania prelegentom

Piotr Necel opluł prezesa Safadera i Puchana i również odmówił udziału w imprezie i prawa prelegentom do wystąpień.

Oba pisam pisane sa jedną ręką (tasama struktura i argumenty). Obaj Panowie byli zaproszeni zarówno do udziałuw imprerzie (imiennie) jak i do współpracy przy pisaniu wystapień - obaj nie skorzystali.
Obaj również, nie dostali zezwolenia od swoich pryncypałow na zorganizowaniu swojej (imprezy.
Kraje Basnu Morza Śródziemnego, co roku organizują taką impreze i co pewien czas udaje im się zmienic sposób postępowania KE.
25 luty 2009 : 11:34 @ Odpowiedz | Cytuj | Zgłoś
0 WARA WAM !!!
Już widzę jak centrale związkowe w zgodzie i spokoju panują nad połowami. Ludzie przecież gdyby nie Bruksela to byście się wykońćzyli wzajemnymi wojenkami. Burdel byłby nie do opanowania. Taki jest mental polaczka i tak to jest jak się chce naprawić patologię. Degenerat zawsze będzie się upierał, że robi najlepiej i wie najlepiej. Jakbyście kochani rybacy dostali możliwość decydowania o zasobach to by wam babka bycza została i flądra na pocieszenie. Przemyślcie to zanim chwycicie za stępioną szabelkę.
25 luty 2009 : 11:52 Adam Odpowiedz | Cytuj | Zgłoś
0 Ultimimatum wobec Komisji Europejskiej.
Bruksela 18.02.2009 r.






OŚWIADCZENIE



W związku z przedstawionymi poważnymi nieprawidłowościami w funkcjonowaniu rybołówstwa bałtyckiego, powodowanych głównie błędną polityką Komisji Europejskiej dotyczącą głównie szacowania zasobów ryb i przyznawaniem kwot połowowych krajom poławiającym na Morzu Bałtyckim, my niżej podpisani polscy rybacy, domagamy się :

1.Natychmiastowej zmiany polityki rybackiej Komisji Europejskiej na Morzu Bałtyckim, poprzez wyłączenie jej z politycznego wpływu wszystkich państw Unii Europejskiej i umożliwienie podejmowania decyzji związanych z rybołówstwem wyłącznie państwom nadbałtyckim

2.Bezzwłocznego odstąpienia od fikcyjnej polityki kwotowania połowów na obecnym poziomie i uznania Planu Ochrony Dorsza na Morzu Bałtyckim (Rozporządzenie Rady (WE) 1098/2007 ) za wprowadzonego bezpodstawnie , bez należytego naukowego i biologicznego uzasadnienia.

3.Powołania specjalnej komisji śledczej do spraw zbadania szacowania zasobów i wpływu na ten proces Komisji Bałtyckiej (IBSFC) oraz wpływu tej organizacji na obecne doradztwo naukowe Komisji Europejskiej.

4.Dopasowania wielkości połowów paszowych do faktycznych zasobów ryb pelagicznych oraz ograniczenie wielkości statków i mocy ich maszyn mogących poławiać na Morzu Bałtyckim.

5.Uznania wprowadzenia zakazu używania pławnic dryfujących na Morzu Bałtyckim za bezpodstawne w świetle przeprowadzonych badań (Raport Morskiego Instytutu Rybackiego z Programu Monitorowania Przypadkowych Połowów Waleni)

6.Natychmiastowego zniesienia zakazu używania pławnic dryfujących na Morzu Bałtyckim i umożliwienia prowadzenia dalszych badań naukowych nad wpływem ich stosowania na stan ochrony morświnów.

7. Prowadzenia systematycznych i rzetelnych badań dotyczących wielkości zasobów ryb w Morzu Bałtyckim i dopasowania do tego ewentualnych decyzji dotyczących regulacji rybackich i ochronnych stosowanych przez Unię Europejską wobec Bałtyku.




Oświadczamy, że o powyższych problemach wielokrotnie informowaliśmy Komisję Europejską z komisarzem Joe Borgiem na czele oraz przedstawicieli Parlamentu Europejskiego . Niestety do dnia dzisiejszego nie doczekaliśmy się pozytywnego załatwienia naszych postulatów, które są ważne nie tylko dla polskich rybaków . W związku z tym informujemy, że jeżeli nasze żądania nie zostaną spełnione do dnia 18.03 2009 r to sprawy wieloletnich patologii w zarządzaniu bałtyckim rybołówstwem będziemy dochodzić na drodze prawnej oraz podejmiemy inne działania ,mające na celu zaprzestanie dyskryminacji polskich rybaków w Unii Europejskiej.

.



Podpisali:
Pod pismem podpisało się wszystkich 27 rybaków obecnych na przesłuchaniu w Parlamencie Europejskim,w razie nie spełnienia wyżej wymienionych postulatów,sprawami dorszowymi i procedurą wprowadzenia zakazu pławnic dryfujących na Bałtyku zajmą sie prokuratury krajiwe poszczególnych państw bałtyckich.
25 luty 2009 : 11:59 dorszowi Odpowiedz | Cytuj | Zgłoś
0 Ale że Dudka nie wzieli na mundial
Ale że Dudka nie wzieli na Mundial?
25 luty 2009 : 12:07 smok Odpowiedz | Cytuj | Zgłoś
0 Podziekowania
Gorace podziekowania za artykuly i wystapienia Sz.P Prof. Wawrzyniaka, Sz.P. Puchana i Sz.P. Safandera , Wszystkie przeczytane artykuly sa bardzo trafne i w 100% oddaja Polska tragiczna sytuacje przetworstwa i rybolowstwa . Cieszylbym sie bardzo ze te artykuly przeczxytal Sz.P......Karnicki z MIRU, i niech sobie to przemysli. P Karnicki z prawdy mozna wyciagac wnioski , jezeli Pan potrafi to niech P.to zrobi, gdyz przynosi Pan wstyd Polsce swoimi wywodami i kompromituje Pan swoj stopien naukowy,nie chce wspomina co bylo 30 lat temu .
25 luty 2009 : 12:47 21 Odpowiedz | Cytuj | Zgłoś
1 1 1 1

Źródło:

Newsletter