Prawo, polityka

Po zawieszeniu rejsów wycieczkowych do 29 maja br. z powodu pandemii COVID-19, MSC Cruises odsyła do domu marynarzy, których obecność nie jest niezbędna na statkach. Po sześciu miesiącach mogą oni zostać ponownie zatrudnieni, jednak w tym czasie pozostają bez wynagrodzenia - informują media branżowe.

MSC Cruises z siedzibą w Szwajcarii, to jeden z największych operatorów wycieczkowców na świecie, wchodzący w skład włoskiego koncernu Mediterranean Shipping Company z Neapolu. W związku z pandemią koronawirusa, firma zmuszona została do zawieszenia rejsów i wydłużenia okresu zatrzymania swoich wycieczkowców w portach do 29 maja br. (wcześniej datą tą był 15 kwietnia). 

"Dbamy o ciebie, naszą rodzinę MSC i chcemy, abyś był bezpieczny i zdrowy podczas globalnego kryzysu COVID-19. Dlatego zatrzymujemy nasze statki w portach, a wszystkich naszych gości i załogi wysyłamy do domu" - napisał w liście do załóg Diego Aponte, prezes MSC Cruises.

Jak kilka dni temu informował TradeWinds, armator ten zwrócił się 1 kwietnia br. do pracujących na jego statkach załóg o wypełnienie i podpisanie formularzy wniosków o zejście na ląd. Marynarzom zakomunikowano, że nie otrzymają zapłaty w okresie od 30 marca do 29 maja br. obiecując jednocześnie, że mogą zostać ponownie zatrudnieni, po upływie sześciu miesięcy.

Obietnica ponownego zatrudnienia zamiast zapłaty

Według informacji amerykańskiego portalu Business Insider, dwa listy armatora skierowane były do marynarzy przebywających na pokładach wycieczkowców, którzy nie zostali jeszcze repatriowani do swoich krajów. Informowały ich, że otrzymają "zakwaterowanie w kabinie, wyżywienie i napoje, pomoc medyczną, dostęp do edukacji za pośrednictwem naszej platformy e-learningowej oraz bezpłatną komunikację społeczną za pośrednictwem systemu informatycznego statku".

Zawierały także zapewnienie, że spółka będzie "kontaktować się z ambasadami danego kraju i wszystkimi władzami międzynarodowymi" w celu ułatwienia repatriacji. Załogantom zaoferowano również możliwość "pozostania na pokładzie do czasu, aż będzie można bezpiecznie wrócić do domu".

Marynarze, których "zatrudnienie na statku dobiegło końca określonego w kontrakcie", zostali poinformowani, że "nie będą otrzymywać wynagrodzenia", ani też nie "będą proszeni o wykonywanie pracy" w czasie oczekiwania na repatriację. Wyjaśniono też, że ich umowy ustają z datą wyłączenia floty, przy czym datą tą jest "dzień, w którym statek opuścili wszyscy goście na pokładzie". Do tego dnia załogantom obiecano wypłatę wszystkich zaległych wynagrodzeń. Ponadto, dostali oni zapewnienie ponownego zatrudnienia „gdy pandemia Covid-19 zakończy się, a firmie uda się wznowić wszystkie działania".

Tym, z którymi nowe kontrakty nie zostaną zawarte "w ciągu sześciu miesięcy od przywrócenia całej działalności naszej floty", spółka zaoferowała wypłatę należnego wynagrodzenia w wysokości dwumiesięcznej płacy podstawowej, jednak dopiero po upływie sześciu miesięcy od daty opuszczenia statku przez członka załogi. Warunkiem otrzymania tego świadczenia miała być - jak informowały media branżowe - akceptacja przez marynarzy przedstawionej im oferty.

Obsady podstawowe wciąż opłacane

W międzyczasie, jak informowała MSC Cruises, członkowie załogi, którzy pozostali na pokładzie, mogą być wynagradzani za "wykonywanie określonych czynności roboczych" w wysokości proporcjonalnej do faktycznie przepracowanego czasu w stosunku do podstawowego wynagrodzenia, przy czym czynności te będą przydzielane rotacyjnie. Dotyczy to pracowników obsad minimalnych, niezbędnych do bezpiecznego funkcjonowania statku.

Jak jednak napisał na swoim blogu, cytowany przez TradeWinds prawnik z Miami Jim Walker, propozycja MSC Cruises narusza układ zbiorowy pracy marynarzy (ang. CBA - Collective Bargaining Agreement - umowa pomiędzy krajem bandery, a krajem zatrudnionych na statku marynarzy, dotycząca warunków zatrudnienia - red.), zgodnie z którym przysługuje im podstawowe wynagrodzenie jeszcze przez dwa miesiące.

Jego zdaniem członkowie załóg nie powinni podpisywać tych wniosków, ponieważ zgodnie z prawem powinni być repatriowani na ląd z gwarancją wypłaty minimalnego wynagrodzenia w wysokości określonej w układzie zbiorowym. Jego zdaniem dokument, o podpisanie którego poproszono pracowników nie informuje ich wyraźnie, iż tym samym zrzekają się oni prawa do otrzymania zapłaty zgodnie z warunkami CBA.

Spółka MSC Cruises nie odniosła się do tej kwestii informując jedynie, że załogi, których obecność jest niezbędna, pozostaną na pokładzie i nadal będą opłacane.

Nie wypowiedzenie, tylko... zamrożenie

"Dla załóg, które już powróciły lub będą wracać do domu, nie stanowi to wypowiedzenia umów, a jedynie ich zamrożenie. Ci, którzy pracują na podstawie kontraktów terminowych, wracają do domu z gwarancją ponownego zatrudnienia na tych samych warunkach, gdy operacje żeglugowe zostaną wznowione. Marynarze, którzy wrócą do domu przed zakończeniem swojego kontraktu, będą mieli pierwszeństwo w ponownym zatrudnieniu, wraz ze stopniowym powrotem do pracy w całej naszej flocie" - wyjaśnia firma.

Jak argumentuje MSC Cruises, inni armatorzy wprawdzie płacą załogom wynagrodzenie za jeden lub dwa miesiące, gdy są one odsyłane do domu po zejściu z statku, lecz nie dają im gwarancji ponownego zatrudnienia.

"My nie płacimy w tym czasie załodze, ale gwarantujemy zatrudnienie w ciągu sześciu miesięcy. A jeżeli do tego nie dojdzie, to zapłacimy za te dwa należne miesiące. Uważamy, że dla załóg ważniejsze jest zapewnienie powrotu do pracy, dlatego podejmujemy takie zobowiązanie” – dodaje Diego Aponte.

GL na podst. TradeWinds, MSC, Business Insider

1 1 1 1

Newsletter