Prawo, polityka

Nie tylko ropę naftową, elektrownie wiatrowe czy kruszywo możemy mieć z naszego Bałtyku. Korzyści są znacznie większe - wynika z tylko bardzo pobieżnego rozpoznania. Żeby po nie sięgać, trzeba to robić zgodnie z planem zagospodarowania przestrzennego.

Zainaugurowano konsultacje społeczne, podczas których można zgłaszać swe propozycje - do "Studium uwarunkowań zagospodarowania przestrzennego polskich obszarów morskich". To studium opracowuje Instytut Morski w Gdańsku - na podstawie umowy zawartej z Urzędem Morskim w Gdyni działającym we własnym imieniu oraz z upoważnienia Urzędów Morskich w Słupsku i Szczecinie.

Dokument ten obejmie nasze morze terytorialne, wyłączną strefę ekonomiczną oraz Zatokę Gdańską - wynika z informacji, które przedstawili Andrzej Cieślak i Agnieszka Mostowiec z Urzędu Morskiego w Gdyni.

Plan strategiczny zagospodarowania przestrzennego obszarów morskich zostanie wykonany do połowy 2016 roku. Potem zaczną się wymagane konsultacje transgraniczne.

- Studium nie będzie miało mocy prawnej - wyjaśnia prof. Jacek Zaucha z Instytutu Morskiego w Gdańsku. - To dobrowolny dokument. Niczego nie będzie rozstrzygać. Chodzi natomiast o ukazanie w nim obszarów strategicznych dla naszej gospodarki i określenie konfliktowości planowanych przedsięwzięć oraz między nimi i przyrodą.

Do tej pory wydawało się bowiem, że nasze morze przeznaczone jest prawie wyłącznie dla żeglugi, rybołówstwa i trochę dla podmorskiego górnictwa oraz oczywiście dla obronności. Teraz prawo do tego obszaru, czyli wód i tego, co ponad nimi, do dna Bałtyku i tego, co pod nim, rości sobie wiele innych branż, a także nauka, historia. Trzeba wszystkich pogodzić, a rozstrzygać ma plan zagospodarowania przestrzennego polskich obszarów morskich. Materiału - wiadomości potrzebnych do opracowania tego planu - ma dostarczyć wspomniane studium, które ma być gotowe w grudniu br.

Z informacji, które przedstawili prof. Jacek Zaucha, Juliusz Gajewski, Magdalena Matczak i Monika Michałek z Instytutu Morskiego w Gdańsku, wynika, że podczas sporządzania studium zostanie uwzględnione nie tylko to, co jest na morzu, ale też na lądzie. Analizowany będzie obszar do 10 kilometrów w głąb lądu.

Krajowe plany zagospodarowania przestrzennego obszarów morskich muszą być gotowe do 2021 roku. Takie wymagania stawia dyrektywa unijna wobec wszystkich państw. Na obszarze Bałtyku musi być to zrobione rok wcześniej. Plany zagospodarowania mórz w poszczególnych krajach muszą być zgodne na granicach. Dlatego będą potrzebne międzynarodowe konsultacje.

A co powinny robić firmy, które już prowadzą działalność na Bałtyku, albo mają taki zamiar i uzyskały uzgodnienia, pozwolenia lokalizacyjne?

- Powinny dalej czynić to, co robią - radzi Anna Stelmaszyk-Świeczyńska, dyrektor techniczny Urzędu Morskiego w Gdyni. - Ich inwestycje zostaną uwzględnione w planie, który powstanie. Inwestorzy już zgłaszają swe uwagi, propozycje do planu, na razie do "Studium uwarunkowań".

Czy biznesmenom będzie wygodniej realizować swe zamierzenia na Bałtyku, gdy plan powstanie?

- Może wykluczyć pewne działania, albo przyczyni się do rozwoju konkretnego sektora - ocenia Joanna Przedrzymirska z Instytutu Morskiego w Gdańsku. - Mam jednak nadzieję że ułatwi. Pewne ograniczenia już istnieją, na przykład obszar Natura 2000. Nie ma ich na Ławicy Środkowej znajdującej się na pograniczu wyłącznych stref ekonomicznych Polski i Szwecji, Szwedzi już tam sporządzili ocenę oddziaływania na środowisko przyszłych farm elektrowni wiatrowych. Gdyby dwa kraje: Polska i Szwecja połączyły swe wysiłki, to położenie wspólnego kabla mogłoby być dużo tańsze.

 

 

1 1 1 1

Źródło: