Prawo, polityka

 Powinniśmy powoli i konsekwentnie budować morską potęgę, której w tej chwili nie mamy. I robić to w oparciu o nowoczesne wzorce, a nie pozostając w sferze marzeń o pięknej, ale jednak dosyć już odległej przeszłości - mówi dr hab. Dorota Pyć z Katedry Prawa Międzynarodowego Publicznego Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Gdańskiego, organizatorka II Ogólnopolskiej Konferencja Prawa Morskiego pod nazwą „Powrót statków pod polską banderę”.

- Pani doktor, po co jest ta konferencja, czemu ma służyć, do kogo jest skierowana?

- Konferencja zatytułowana „Powrót statków pod polską banderę”, organizowana na Wydziale Prawa i Administracji UG, ma na celu podjęcie dyskusji oraz zbliżenie się do odpowiedzi na podstawowe pytanie: czy rzeczywiście prawdopodobne jest, żeby statki powróciły pod polską banderę. Ważną kwestią, którą, mam nadzieję poruszymy na konferencji jest to, czy, a jeżeli tak to w jaki sposób, możliwe jest wyważenie interesów w relacji państwo - pracodawca - marynarz. Dzięki temu, że udało się na konferencję zaprosić prelegentów, którzy reprezentują te trzy grupy, w tym przedstawicieli marynarskich związków zawodowych, mam nadzieję, że wspólnie ustalimy jakie prace powinny być podjęte w zakresie budowania długookresowej i możliwej do realizacji strategii pomocy państwa dla sektora żeglugi morskiej i szeroko pojętej gospodarki morskiej.

- O pracach nad powrotem statków pod polską banderę społeczeństwo usłyszało w 2005 roku po utworzeniu Ministerstwa Gospodarki Morskiej. Potem, wraz ze zmianą rządu i likwidacją owego ministerstwa, zostały one znacznie spowolnione. Wydaje się, że obecna ekipa rządząca niezbyt kwapi się ku takim rozwiązaniom. Czy nie obawiają się państwo, że konferencja trafi w próżnię, że nie zainteresuje rządzących, że okaże się niepotrzebna?

- Jest mi niezręcznie wypowiadać się na temat: czy jest wola polityczna, czy jej nie ma. Z mojej akademickiej, naukowej strony wygląda to tak, że nasze państwo ma problem ze strategicznym podejściem do zintegrowanego rozumienia problematyki morskiej. To znaczy: brakuje strategii, która zawierałaby instrumenty nie tylko prawne, ale i ekonomiczne oraz społeczne, i które jednocześnie pozwalałyby na jej realizację. Brakuje pragmatycznego podejścia. Dzisiaj potrzebny jest nie tylko zdrowy rozsądek i dobre chęci, ale przede wszystkim dobór takich instrumentów, które pozwolą realizować cele. Kłopot w tym, że trudno taką strategię w ogóle dostrzec.

- Strategia jest oczywiście ważna, ale czy nie ważniejsze są kwestie finansowe? Wśród prelegentów, którzy będą się na konferencji udzielać, nie zauważyłem przedstawiciela Ministerstwa Finansów...

- Ma pan dużo racji. Wśród prelegentów nie ma nie tylko przedstawiciela Ministerstwa Finansów, ale również Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej, chociaż zaproszenia do udziału w konferencji zostały wysłane. Dotarcie do Ministerstwa Finansów jest bardzo istotne, ze względu na regulacje w zakresie prawa podatkowego. W zasadzie dotknął pan tego, co jest wyjątkowo ważne – a mianowicie, iż zintegrowanej i skierowanej na cel strategii, o której wcześniej wspomniałam, nie zbuduje się bez współpracy z innymi ministerstwami. Te trzy, a może nawet więcej ministerstw, muszą mówić jednym głosem. Powinny one przede wszystkim czuć i rozumieć problem oraz poszukiwać wsparcia dla wzmocnienia polskiego interesu morskiego w Europie i na świecie. To po stronie Ministerstwa Transportu, Budownictwa i Gospodarki Morskiej leży główna siła w budowaniu dialogu między resztą podmiotów i osób zainteresowanych, które powinny współpracować nad dobrym rozwiązaniem obecnej sytuacji. I tutaj można w zasadzie zadać generalne pytanie: czy państwo, jako struktura nadrzędna, widzi interes w tym, żeby tę problematykę w jakimkolwiek sensie ustawić w sposób pozytywny, strategiczny, pragmatyczny, możliwy do realizacji?

- Gdybym ja miał na to pytanie odpowiedzieć, powiedziałbym, że nie - w tej chwili państwo nie ma w tym interesu, przede wszystkim finansowego. A co będzie z wnioskami, do których państwo dojdziecie?

- Rozumiem, że pyta pan o sens naszej konferencji. To trzecia, którą organizuję ze studentami WPiA UG stowarzyszonymi w ELSA Gdańsk. Jestem odpowiedzialna za jej stronę naukową, natomiast studenci są przede wszystkim zaangażowani w pracę organizacyjną, a celem, na który się nastawiliśmy, jest skupienie środowiska morskiego. W związku z tym, że nie pamiętam, by zorganizowano w ostatnich latach konferencję na jakimkolwiek wydziale prawa w Polsce poruszającą problematykę zogniskowaną wokół zagadnień, które zostaną poruszone na naszej, uważam że samo spotkanie kilku grup reprezentujących różne interesy pod „wspólnym mianownikiem”: państwa, pracodawców i marynarzy - jest już dużym osiągnięciem. Zobaczymy, jaki będzie efekt tego wydarzenia. Specjalnie opracowałam agendę konferencji w taki sposób, żeby nie było zbyt wielu wystąpień; w każdej z trzech części są przewidziane cztery prelekcje, a po każdej części - dyskusja. Mam nadzieję, że to właśnie dyskusje będą najważniejsze dla tej konferencji. Zwracam uwagę, że nie chodzi tylko o skupienie się na haśle „powrót statków pod polską banderę”, ale również o to, żeby silny akcent położyć na rolę pracodawcy, tzn. armatorów i podmiotów zarządzających statkami i promowanie korzystnych warunków pozwalających im na wiązanie własnych interesów z Polską i żeby stąd – z Polski – zarządzano statkami. Powinniśmy powoli i konsekwentnie budować morską potęgę, której w tej chwili nie mamy i to w oparciu o nowoczesne wzorce, a nie pozostawać w sferze marzeń o pięknej, ale jednak dosyć już odległej przeszłości. Istotne jest, żeby Polska wyraźnie zaistniała na międzynarodowym rynku żeglugowym i utrzymała się na morskim rynku pracy. To, co jest optymistyczne, to wciąż doceniana jakość pracy polskich marynarzy na statkach pod różnymi banderami. Jeżeli spojrzymy całościowo na oficerską kadrę marynarską pochodzącą z państw Unii Europejskiej, faktem jest, że ona się „starzeje”. Z jednej strony to spory problem, ale z drugiej szansa dla polskich, młodych marynarzy i ich ścieżki kariery. Resumując: bardzo dużo leży po stronie państwa. Na dzień dzisiejszy, w oparciu o obowiązujące przepisy prawne, nie widzę żadnej możliwości spektakularnego przejścia statków pod polską banderę. Przy długookresowej, bardzo konsekwentnej, niezmienianej polityce i strategii, z konkretnymi instrumentami, takimi jak podatek tonażowy oraz innymi, dopasowanymi do morskiego rynku pracy, regulacjami podatkowymi, skutkującymi zmniejszeniem kosztów pracy, a także nadziejami na efektywność tworzonej ustawy o pracy na statkach morskich, wysiłkiem Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Morskiego, który powinien być wykorzystany przez ustawodawcę – możemy spodziewać się potencjalnego wzmocnienia szeroko rozumianego środowiska armatorskiego, a więc tych podmiotów, które tworzą m.in. bazę morskiego rynku pracy.

- Tak więc jest to proces na długie lata. Nie na ten rząd i nie na następny.

- To jest proces na dwadzieścia, może nawet więcej lat. I to przy założeniu, że będzie bardzo dobra strategia, która będzie konsekwentnie realizowana, pomimo zmieniających się rządów. Trzeba mieć wizję całości - bez niej nie da się niczego konstruktywnego osiągnąć. Nie chodzi przecież o tworzenie polityk i strategii „na papierze”, które dobrze wyglądają, ale w praktyce nie są realizowane.

- No właśnie, obawiam się nieco, żeby państwa trud nie poszedł na marne. Że konferencja nic nie zmieni, że do nikogo władnego nie dotrze.

- To nie będzie zmarnowany trud. Swoją drogą, spotkałam się z tym zarzutem ze strony specjalistów prawa morskiego. Zbijam to jednym argumentem: ta konferencja organizowana jest we współpracy ze studentami i jest przede wszystkim dla nich organizowana i do nich skierowana.

- Czyli celem jest nie teraźniejszość, a przyszłość.

- Oczywiście, zdecydowanie tak. Jeżeli nie zbudujemy kadry naukowej, która będzie silnie osadzona w kwestiach morskich, która będzie czuła problematykę morską, to nie będziemy mogli mówić o wsparciu ministerstw, a szeroko – administracji, która w jakikolwiek sposób jest powiązana ze sprawami morskimi. Potrzebni są ludzie, którzy będą nie tylko profesjonalnie przygotowani w zakresie prawnym oraz w innych nauk, ale też ludzie, którzy będą to po prostu czuli i trzeźwo patrzyli przez pryzmat idei. Idei Polski Morskiej, idei, która została zaniedbana. Potrzebni są ludzie, którzy oddadzą tej idei serce. Czyli to, na co muszę zwrócić uwagę jako nauczyciel akademicki, zawiera się w edukacji morskiej. Można powiedzieć, że trzecią, zorganizowaną w ciągu dwóch lat konferencją dotyczącą spraw morskich, a drugą poświęconą polskiemu prawu morskiemu i polityce morskiej RP, staramy się zasiać zdrowe ziarno wśród studentów i zainteresować ich problematyką morską, czego rezultaty są widoczne. Coraz większym powodzeniem na WPiA UG cieszą się sprawy morskie. I to nie tylko problematyka prawa morza i ochrony środowiska morskiego, ale przede wszystkim problematyka polskiego prawa morskiego oraz międzynarodowego prawa morskiego. I to właśnie jest bardzo optymistyczne. To dobra droga.

Czesław Romanowski
Fot. UG

Dr hab. Dorota Pyć jest wiceprzewodniczącą Komisji Prawa Morskiego Polskiej Akademii Nauk i członkiem Komisji Kodyfikacji Prawa Morskiego. Należy również do Stowarzyszenia Prawa Międzynarodowego i Polskiego Stowarzyszenia Prawa Morskiego, a od 2011 roku jest członkiem honorowym ELSA Gdańsk.

II Ogólnopolska Konferencja Prawa Morskiego „Powrót statków pod polską banderę” odbędzie się 28 lutego w Gdańsku. PortalMorski.pl jest jej jednym z patronów medialnych.

+3 Pani Pyć kandydatką na wiceministra
Pani Pyć wydaje się być odpowiednią kandydatką na wiceministra
11 luty 2013 : 11:54 Guest Odpowiedz | Cytuj | Zgłoś
0 Związkowcy
Zaproszenie strony związkowej jest bardzi ważne. Przyjdą i powiedzą że nie zgadzają się na zatrudnianie marynarzy pod tanią banderą a pod banderą narodową trzeba zabezpieczyć wszystkie wymogi socjalne na poziomie zachodnioeuropejskim. No i o czym tu gadać. Brak ludzi z MF świadczy jeszcze gorzej o nich. Marynarze zostawieni jak zwykle sobie pomiędzy młotem a kowadłem.
11 luty 2013 : 14:52 Guest Odpowiedz | Cytuj | Zgłoś
+2 Bardzo ładna Pani Doktor
Nooo, jeżeli polska gospodarka morska miałaby mieć twarz i prezencję Pani doktor, to ja jestem za!!!!
11 luty 2013 : 16:00 Guest Odpowiedz | Cytuj | Zgłoś
0 kogo reprezentują związki zawodowe??
....możliwe jest wyważenie interesów w relacji państwo - pracodawca - marynarz. Dzięki temu, że udało się na konferencję zaprosić prelegentów, którzy reprezentują te trzy grupy, w tym przedstawicieli marynarskich związków zawodowych....
Uważam że związki zawodowe nie będą zainteresowane tematem polskiej bandery ponieważ związki mają wystarczający zysk z podpisywanych CBA-collective bargain agriment,układ związek-armator,gdzie często i gęsto to marynarz płaci dolę mimo iż nie jest członkiem związku!Ilu marynarzy pływa a ilu należy do związków??Nasze związki nie reprezentują naszej społeczności więc są niewiarygodnym partnerem do jakiej kolwiek dyskusji na temat przyszłości marynarzy.No i na koniec gdzie te całe związki były do tej pory,no i gdzie one są???
11 luty 2013 : 18:30 Guest Odpowiedz | Cytuj | Zgłoś
0 Piękna demagogia Pani doktór!
Tak, oczywiście strategia! Tylko potrzebne są żywotne interesy do budowy strategii. Może na konferencji odpowiemy sami sobie na 2 pytania: 1) Po co nam jest potrzebna gospodarka morska obecnie i 2) pomocnicze do 1-go: Jakie interesy leżały u podstaw budowy gospodarki morskiej w dwu ostatnich chwalebnych okresach - w okresie międzywojennym (Gdynia +) i w okresie PRL-u.
11 luty 2013 : 19:06 Guest Odpowiedz | Cytuj | Zgłoś
0 No comments
:-((
13 luty 2013 : 08:26 Guest Odpowiedz | Cytuj | Zgłoś
1 1 1 1

Newsletter