Inne

„Królowa morza”, „kapitan w spódnicy”, „Żaba”… To niektóre z przydomków, jakie podczas swojej kariery zawodowej otrzymała Danuta Kobylińska-Walas, pierwsza w Polsce kobieta kapitan żeglugi wielkiej, która połowę swojego życia poświęciła morzu. Dowodziła jedenastoma statkami i - jak mówi - za nic nie zamieniłaby swojego życia.

Kapitan Danuta Kobylińska-Walas urodziła się w 1931 roku w Kozietułach, w zamożnej rodzinie ziemiańskiej.

Dziadek był właścicielem dużego majątku, rodzice gospodarowali razem z nim - wspomina. - Kiedy zaczęły się ciężkie czasy, przyszli Niemcy, a potem władza ludowa, to musieliśmy się pakować i uciekać na zachód. Zatrzymaliśmy się w Kamieniu Pomorskim, nad Zalewem Kamieńskim.

Jak złapała morskiego „bakcyla”? W Kamieniu Pomorskim był niewielki, zatopiony statek.

Stawałam na mostku i marzyłam, że nim steruję - opowiada.- Kiedyś też pojechaliśmy motorówką do Dziwnowa, była lekka fala. Tak mną pokiwało, że zapragnęłam tego życia na morzu.

W 1947 roku Kobylińska ukończyła kurs żeglarski w Trzebieży na stopień żeglarza morskiego, a w 1948 roku na kurs sternika jachtowego. Z tamtego czasu wziął się pseudonim „Żaba”.

Ten pseudonim wziął się z Trzebieży, kiedy pływałam żabką, wiecznie w wodzie, albo na żaglówkach, potem stworzyłam jeszcze samodzielny zastęp żeglarski Żab w harcerstwie i tak ten pseudonim został przez cały okres szkoły morskiej i pływania - śmieje się.

Trzy razy składała podanie do Państwowej Szkoły Morskiej, która świeżo otworzyła się w Szczecinie.

Najpierw, oczywiście, odpowiedzieli mi, że kobiet nie przyjmują, ale ja się nie poddawałam i dostałam pracę na holowniku, taką ordynarną, szorowałam pokłady itp. Mimo to pokochałam morze. W 1949 roku zostałam wreszcie przyjęta do Szkoły Morskiej. Chłopcy mi dokuczali, bo dziewczyna w szkole morskiej to degradacja wspaniałego męskiego zawodu, ale z czasem mnie zaakceptowali - wspomina pani kapitan.

Kobylińska ukończyła studia w 1951 roku, jako jedna z pierwszych kobiet, ale nie otrzymała pozwolenia na pływanie za granicę, jak zresztą 40 procent jej kolegów ze studiów. Dopiero w 1956 r., pięć lat po ukończeniu Szkoły Morskiej, otrzymała prawo pływania, a w 1962 r. przystąpiła do egzaminu na kapitana.

Cały artykuł można przeczytać w miesięczniku "Polska na Morzu" TUTAJ >>>

Fot.: Archiwum Polskiej Żeglugi Morskiej

+1 Kobitka na statku
Aby byc kapitanem to trzeba miec jaja. No chyba ze jest sie kukielka na pokaz dla feministek jak pewna pani dzisiaj paraduje na jednym z pasazerow.
Zaba jednak byla baba z jajami i tyle. I takich kobiet sie oczekuje na morzu, nie ma miejsca na manicure czy pedicure bo go-no bedzie z takiej pani oficjer. Baba na burcie musi umiec wypic, przeniesc szakle 25kg i pojsc do burdelu z reszta ekipy. Inaczej nic z niej nie bedzie poza obrazkiem i zdjeciem.
29 październik 2020 : 04:30 xex | Zgłoś
+1 Idiotyzm
Cytuję xex:
Aby byc kapitanem to trzeba miec jaja. No chyba ze jest sie kukielka na pokaz dla feministek jak pewna pani dzisiaj paraduje na jednym z pasazerow.
Zaba jednak byla baba z jajami i tyle. I takich kobiet sie oczekuje na morzu, nie ma miejsca na manicure czy pedicure bo go-no bedzie z takiej pani oficjer. Baba na burcie musi umiec wypic, przeniesc szakle 25kg i pojsc do burdelu z reszta ekipy. Inaczej nic z niej nie bedzie poza obrazkiem i zdjeciem.

Chyba się koledze poj...ły profesje......
30 październik 2020 : 09:48 Mm | Zgłoś

Zaloguj się, aby dodać komentarz

Zaloguj się

1 1 1 1

Newsletter