Bezpieczeństwo, Granice

Zakup używanych, 30-letnich fregat Adelaide od Australii jest błędem – ocenia kmdr por. rez. Maksymilian Dura, ekspert portalu Defence24.pl. Jak podkreśla, te jednostki nie odpowiadają potrzebom nowoczesnych sił morskich i będą nieskuteczne w przypadku ewentualnych zagrożeń na Bałtyku. Drogie w pozyskaniu i kosztowne w eksploatacji całkowicie uzależnią też Marynarkę od zagranicznej pomocy technologicznej, bo do ich serwisowania i napraw trzeba będzie ściągać specjalistów z USA i Australii.

– Zakup fregat Adelaide od Australijczyków jest błędem. Przede wszystkim dlatego, że wypompuje z budżetu MON pieniądze, które miały być przeznaczone na nowe jednostki pływające. My tak naprawdę nie uzyskamy praktycznie nic: ani zdolności bojowych, ani nowych okrętów. Zyskamy tylko substytut, który pozwoli nam przeżyć następnych kilkanaście lat, a potem i tak będziemy musieli wydać pieniądze na nowe okręty podwodne – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes kmdr por. rez. Maksymilian Dura, ekspert portalu Defence24.pl. 

Modernizacja i zakup nowych okrętów dla Marynarki Wojennej to jedna z najbardziej palących potrzeb polskiej armii. Będące na jej wyposażeniu stare jednostki mają ponad 50 lat lub są niesprawne i powoli wycofywane. Dlatego w ramach programu Orka MON zamierzał kupić trzy do czterech okrętów podwodnych nowego typu, które miałyby trafić do Marynarki Wojennej począwszy od 2024 roku. Jednostki miały być wyposażone w rakiety manewrujące, zdolne razić cele w odległości wielu setek kilometrów i zapewnić polskiej flocie realną zdolność do odstraszania. W programie modernizacyjnym był również zakup nowych okrętów obrony wybrzeża Miecznik, ale wciąż nie wiadomo, kiedy zostanie uruchomiony. 

Tymczasem w czerwcu ze służby został wycofany kolejny okręt podwodny typu Kobben, a na wyposażeniu Marynarki zostały dwa stare okręty liczące 50 lat i ORP Orzeł, wprowadzony do służby w połowie lat 80. Zarówno ORP Kaszub, jak i dwie fregaty typu Oliver Hazard Perry to okręty stare, które także powinny już zostać wymienione na nowsze. 

– W tej chwili mamy dwie fregaty typu Oliver Hazard Perry i prawdą jest, że fregaty Adelaide są od nich lepsze. Ale prawdą jest także, że te fregaty są gorsze od okrętów Miecznik, które mieliśmy budować. W związku z powyższym Marynarka Wojenna traci zdolności bojowe, a po drugie, straci pieniądze, które miały być przekazane na nowe okręty, bo fregaty Adelaide też będą nas kosztowały – mówi kmdr por. rez. Maksymilian Dura.

Według aktualnych doniesień MON rozważa zakup używanych, 30-letnich fregat rakietowych Adelaide, które zostały zbudowanie dla Australii w Stanach Zjednoczonych. Miałoby to być rozwiązanie tymczasowe, które umożliwi Marynarce zachowanie zdolności bojowych do czasu, aż w budżecie znajdą się pieniądze na zakupy nowego sprzętu. 

– Celem modernizacji technicznej MW miało być zyskanie nowych zdolności w warunkach współczesnego pola walki, czyli tego, co rzeczywiście okręty mogą napotkać, kiedy wybuchnie konflikt zbrojny. Te okręty tego nie zapewniają, one nadal cofają nas do lat 90., kiedy nie było takiego zagrożenia z powietrza jak w tej chwili – mówi kmdr por. rez. Maksymilian Dura. 

Ekspert Defence24.pl wskazuje, że fregaty Adelaide są wielozadaniowe – mogą zwalczać okręty podwodne i nawodne oraz pełnić funkcje patrolowe, natomiast na Bałtyku ich najważniejszym zadaniem jest zdolność obrony przeciwlotniczej, przede wszystkim przed rakietami przeciwokrętowymi. 

– Rosjanie mają dwa typy takich rakiet – rakiety, które latają z prędkością ponaddźwiękową i poddźwiękową. Jeżeli wyślą te rakiety na nas, te okręty nie mają szans i trzeba o tym pamiętać. Te fregaty mają ograniczoną zdolność, mają bowiem dwa kanały ogniowe, które pozwalają jednocześnie zwalczać tylko dwa cele powietrzne. Dlatego jeżeli nadlecą trzy lub cztery takie cele, wtedy czas reakcji będzie o wiele dłuższy. Okrętowy system obrony przeciwlotniczej może tego nie wytrzymać. Te okręty w momencie zagrożenia będą narażone na uderzenie i straty – podkreśla kmdr por. rez. Maksymilian Dura. 

Jak ocenia, sam pomysł kupienia fregat Adelaide nie jest zły, ponieważ mogłyby one wzmocnić Marynarkę Wojenną. Nie może się to jednak odbyć kosztem programów modernizacyjnych, czyli kosztem budowy nowych okrętów. 

– Nie będziemy mieli nowych okrętów przez kilkanaście lat ani nie zyskamy możliwości obrony przed najnowszymi środkami rażenia na Bałtyku. Jeżeli wybuchnie jakiś konflikt zbrojny, tutaj najważniejszym zagrożeniem jest Rosja, te fregaty znajdą się w ogniu rakiet przeciwokrętowych, które są na terenie obwodu kaliningradzkiego i w ciągu kilkudziesięciu minut zostaną zniszczone. Tak więc wartość tych okrętów jest tylko chwilowa, do momentu, gdy Rosjanie nie wystrzelą rakiet, potem nie będą one w stanie samodzielnie się obronić – mówi kmdr por. rez. Maksymilian Dura. 

Ekspert Defence24.pl podkreśla również, że zakup fregat Adelaide od Australijczyków to wydatek, który pociągnie za sobą dalsze znaczące koszty związane m.in. z serwisowaniem i naprawianiem jednostek, do czego trzeba będzie ściągać specjalistów z zagranicy. Takie rozwiązanie całkowicie uzależni marynarkę od zagranicznej pomocy technicznej. Straci też polski przemysł stoczniowy, który nie otrzyma zapowiadanego transferu technologii. 

– Rozwalamy przemysł stoczniowy, który miał zyskać technologie, zdolności budowy nowych jednostek pływających dla Marynarki Wojennej i ich późniejszego utrzymania. My takich zdolności razem z tymi fregatami nie otrzymamy. Fregaty Adelaide mają systemy zagraniczne, przede wszystkim australijskie i amerykańskie. Jeżeli będziemy chcieli je naprawiać, będziemy musieli ściągać specjalistów z USA i z Australii, co kosztuje kilkadziesiąt razy drożej. Tak naprawdę polskie stocznie będą miały możliwość tylko malowania kadłubów. Do tego dochodzą koszty obsługi, wyszkolenia załogi i serwisu – wylicza kmdr por. rez. Maksymilian Dura. 

Co istotne, zakup fregat od Australijczyków będzie się wiązał z koniecznością szkolenia załóg na antypodach, co pociągnie za sobą kolejne wydatki. 

– Te systemy bojowe pozwalają zwalczać cele powietrzne w odległości nawet do 120 km. Nikt nie zgodzi się, żeby załoga bez odpowiednich certyfikatów wydanych przed dopuszczone do tego osoby, dotknęła się do czegokolwiek na takim okręcie. Załogi będą musiały jechać na przeszkolenie do Australii za pieniądze, które miały być przeznaczone na nowe okręty, a nie na remontowanie, modernizowanie tego, co i tak za kilkanaście lat trzeba będzie wycofać – podkreśla kmdr por. rez. Maksymilian Dura.

Newseria.pl

Komentarze   

+12 Niestety, w Polsce rządzą sondaże i populizm.
Czy te opinie dotrą do decydentów w PiS ? Dla nich liczy się dzień dzisiejszy i słupki sondażowe. Z ich punktu widzenia ważniejsze od odbudowy PMW jest pilnowanie, żeby poparcie społeczne dla nich nie zanurkowało w dół. Aby to poparcie utrzymać na odpowiednim poziomie, pieniądze pompują oni w populistyczne programy, nie tam gdzie rzeczywiście są one potrzebne. Na razie prowizorka i łatanie dziur, a jutro się zobaczy. Pytanie, jak długo ta prowizorka potrwa i kiedy nadejdzie to jutro ? A miało pieniędzy na wszystko starczyć, wystarczyło tylko nie kraść. Czarno to widzę.
06 sierpień 2018 : 14:05 Jato Odpowiedz | Cytuj | Zgłoś
+9 Nie mam z tym problemu.
NIGDY na nich NIE GŁOSOWAŁEM!
06 sierpień 2018 : 19:42 x Odpowiedz | Cytuj | Zgłoś
+7 Zalety pomyslu
Niewatpliwa zaleta pomyslu z fregatami byloby jedynie wspaniale tlo dla parad wiadomego najlepszego ministra (bylego, na razie w rezerwie kadrowej). Niestety znajomosc realiow morskich jest taka ze im dalej od wybrzeza tym gorzej. Decydenci- populisci ze stolicy znow zamiataja problem pod dywan.
06 sierpień 2018 : 19:46 R. Odpowiedz | Cytuj | Zgłoś
+7 Jestem za!
Bardzo szanuję p. kmdra Durę ale nie sposób zgodzić się z wieloma tezami: prawdopodobnie lwia część ceny za okręty t. Adelaide to ich jednostka ognia (amunicja, gł. rakiety) zaś same platformy będą b. tanie. Przy budowie nowych jednostek do ich ceny także trzeba doliczyć jednostkę ognia co bardzo podnosi koszty! (zwykle się to pomija...) My zaś mamy doświadczenie w eksploatacji takich jedn., wyszkolone załogi, zaplecze techniczne a dotychczasowe OHP można przeznaczyć na części co obniży koszty eksploatacji. Adelaidy bardzo podnoszą potencjał naszej MW, a planowane nowe okręty zwłaszcza t. Czapla to jakieś dziwolągi na skalę światową. Można je też łatwo zmodernizować poprzez wymianę głównego radiolokatora. I na koniec:
06 sierpień 2018 : 20:41 Alistair Odpowiedz | Cytuj | Zgłoś
+2 To złom !!!
Od razu ciśnie się na usta pytanie, jeśli te okręty są tak dobre, to dlaczego Australiczycy się ich pozbywają i budują nowe ? Może nie wiedzą co tracą ? Warto też dodać, że te nowe budują u siebie. Australia ma nowe okręty, ich stocznie zarabiaja i zdobywają doświadczenie, a większośc pieniędzy zostaje w Australii. Czy Polska musi być postrzegana w świecie jako odbiorca złomu, który jeździ, lata i pływa ? Tak wygląda nowoczesny kraj w XXI wieku ? Stare okręty, to odsunięcie na długie lata planów budowy w Polsce nowych okrętów nawodnych. Państwowe stocznie dalej będą tkwiły w dołku, jak się poszczęści stoczniowcy dalej będą budowali kadłuby dla innych, a polscy marynarze nadal z zazdrością będą patrzyli na nowoczesne okręty innych bander. Przykład Finlandii, czy Wielkiej Brytanii, ratujących swoje stocznie rządowymi zamówieniami, wzorem godnym pozazdroszczenia.
07 sierpień 2018 : 12:30 Jato Odpowiedz | Cytuj | Zgłoś
+2 ciąg dalszy
tak naprawdę one nie kasują programu budowy nowych jedn. bo tego zwyczajnie nie ma... Spokojnie można założyć, że Orka wydrenuje całkowicie budżet na MW... A gdzie reszta potrzeb? Co więcej biorąc pod uwagę nasze doświadczenia, okręty wojenne budujemy dłużej i drożej niż gotowe za granicą (Ślązak...) a nawet gdyby dziś podjęto decyzję o ich budowie to realnie prototyp to za ok. 5-6 lat a cała seria (co wątpliwe) to min. 6-8 lat... Budujemy drożej, bo tak naprawdę wszystko(!) co ważne na okrętach bojowych musimy importować a nie mamy kadr, technologii i doświadczenia. Tak naprawdę wybór jest taki: czy lepiej mieć 50% czegoś czy 100% niczego... I to jest sedno sprawy!
06 sierpień 2018 : 20:42 Alistair Odpowiedz | Cytuj | Zgłoś
+2 suplement
Byłbym zapomniał. Chyba z okrętami oferowane są też śmigłowce pokładowe Seahawk co biorąc pod uwagę konieczność wycofania obecnych SH-2G jest dodatkową dużą zaletą koncepcji. Przy nowych okrętach takie śmigłowce trzeba by zakupić jako nowe (trudno wyobrazić sobie używane) a mając na uwadze nasze doświadczenia w zakupach wiropłatów i obecne potrzeby MW w tym zakresie trzeba być super optymistą by wierzyć w realizację. Raz jeszcze podkreślę: nowe okręty jak najbardziej chciało by się mieć ale wymiana całej dosłownie floty jest nierealna. Lata odsuwania decyzji (immanentna cecha demokratycznych rządów) dają z czasem nawis nie do zlikwidowania.
06 sierpień 2018 : 20:54 Alistair Odpowiedz | Cytuj | Zgłoś
0 marynarki
https://www.defence24.pl/nowoczesna-fregata-do-wziecia-polska-skorzysta

Skoro zakup Adelajd to zły pomysł, to który ekspert taki pomysł niedawno promował?
Przecież to śmieszne, bo wychodzi na to, że przedstawiciele MW sami nie wiedzą czego chcą, a winnych szukają w cywilach!
10 sierpień 2018 : 11:21 populizm Odpowiedz | Cytuj | Zgłoś