Stocznie, Statki
       "Od dwóch lat wodzicie nas za nos i patrząc prosto w oczy z uśmiechem wbijacie nóż w plecy. (...) Cicho zdychać nie będziemy" - napisała w liście otwartym do premiera i ministrów "Solidarność" Stoczni Gdynia. Skarb Państwa miał do 30 kwietnia przelać na konto tej firmy 80 mln zł z dokapitalizowania. Pieniędzy nie ma. Najnowsze deklaracje mówią o końcu tygodnia. W zaproszeniu na wczorajszą konferencję zorganizowaną przez "Solidarność" Stoczni Gdynia czytamy: "Jak poinformował nas prezes Stoczni Gdynia S.A. Jerzy Lewandowski, odchodzący minister skarbu Zbigniew Kaniewski odmówił przekazania deklarowanych 80 mln zł, gdyż nie ma ich w budżecie, a ewentualne ich uruchomienie groziłoby postawieniem go przed Trybunałem Stanu".       - Mieliśmy informację z Ministerstwa Skarbu Państwa, że 28 - 29 kwietnia we właściwej podziałce budżetowej takiej kwoty nie ma - wyjaśnia Jerzy Lewandowski, prezes Stoczni Gdynia S.A. - Minister Kaniewski podjął decyzję o przelaniu tych pieniędzy wtedy, kiedy będzie niezbędna kwota. W żadnym momencie nie było stwierdzenia, że te pieniądze do stoczni nie trafią.

       Zaproszenie rozesłano w piątek. Tego samego dnia Agnieszka Dłuska z biura prasowego Ministerstwa Skarbu Państwa poinformowała:       - Przecież są wszystkie zgody. Umowa jest podpisana. Pieniądze zostaną przekazane. Nie słyszałam, żeby ktoś cofnął jakieś decyzje czy unieważnił jakieś umowy. Sprawdzałam to.

       "Solidarność" podjęła decyzję o odwieszeniu sporu zbiorowego dotyczącego niewypłaconych wynagrodzeń (obecnie stoczniowcy czekają na pensje za kwiecień".

       - Wynagrodzenia są zależne od przelania pieniędzy wynikających z dokapitalizowania na konta stoczniowe - mówi Roman Kuzimski, wiceprzewodniczący "Solidarności" w Stoczni Gdynia. - To nie jest akcja przeciwko zarządowi stoczni, bo sytuacja nie jest od niego zależna. My wyrażamy swoje niezadowolenie z postawy rządu polskiego. W najbliższych dniach rozpiszemy referendum dotyczące bezterminowej akcji protestacyjnej, polegającej na wiecach, na manifestacji i na strajku bezterminowym. W ciągu 9 dni podejmiemy akcję protestacyjną. Jeśli pieniądze będą - wycofamy się. Tymczasem prezes stoczni rozmawiał z ministrem Skarbu Państwa i w piątek, i wczoraj.

       - Minister Jacek Socha stwierdził, że osobiście zajmuje się tą sprawą i zadeklarował, że zrobi wszystko, żeby do końca tego tygodnia pieniądze zostały do stoczni przekazane. To deklaracja ministra poprzedzona zawarciem umowy z ministrem. Mamy do czynienia z opóźnieniem realizacji tej umowy. Dla zarządu zawsze jest lepiej jeśli nie ma sporu zbiorowego. Natomiast myślę, że związkowcy wybrali realistyczny sposób działania, dając czas do 20 maja i nie podejmując żadnej innej akcji oprócz odwieszenia sporu. Sądzę, że kierują się troską o los zakładu.

       - Mam mieszane uczucia co do zapewnień. Tyle ich już było - mówi Kuzimski. - Stocznia od 2002 r. walczyła o poręczenia dla polskiego przemysłu okrętowego na 150 mln USD. Mimo zapewnień nigdy ich nie dostaliśmy. Argumentowano, że przedsiębiorstwo prywatne nie może dostać poręczeń na budowę statków. To absolutnie nie przeszkodziło dać poręczenia na poziomie 800 mln USD panu Kulczykowi w autostradach wielkopolskich. Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy zdecydowało w styczniu o dokapitalizowaniu stoczni. Pieniędzy nie ma.

       Pozostałe dwa stoczniowe związki zawodowe są równie zaniepokojone brakiem 80 mln zł ze Skarbu Państwa, jednak inaczej widzą sposób działania.

       - My jesteśmy cały czas w sporze zbiorowym z zarządem stoczni - przypomina Jan Gumiński, przewodniczący WZZ PGM Stoczni Gdynia. - Wysłaliśmy pismo do ministra i czekamy na pieniądze. To jedyny ratunek. To być albo nie być stoczni. Jak pieniędzy nie będzie, to zgodnie z ustawą o sporach zbiorowych będziemy mogli zorganizowć protest. Jak my - to od razu Stocznia Gdańska. Stoczniowcy mogą dać znać o sobie.

       - Nie rozumiem zachowania Skarbu Państwa, jednak strajk tu nie jest potrzebny, bo sytuacja nie jest winą obecnego zarządu stoczni - dodaje Leszek Świętczak, przewodniczący ZZ "Stoczniowiec". - Także wysłaliśmy pismo do ministra. Jeżeli do końca tygodnia SP nie wywiąże się ze swoich deklaracji, to w przyszłym tygodniu pojedziemy "na Warszawę", bo tutaj nikt nie jest winien. "Solidarność" twierdzi, że od dwóch lat jest oszukiwana przez SP, a o tym, że załoga była oszukiwana przez byłego prezesa Janusza Sz. jakoś zapomnieli. Naszym zdaniem "S" chce pokazać, że coś robi, chce odnieść jakiś sukces. Dzisiaj strajk może zdestabilizować firmę.

       Tymczasem stocznia bez obiecanych 80 mln zł traci czas i wiarygodność w oczach kontrahentów. Nie wywiązuje się z zobowiązań wobec wierzycieli, z którymi zawarła ugody restrukturyzacyjne. Po sześciu miesiącach takiego stanu rzeczy wierzyciele będą mogli te ugody wypowiedzieć. Wtedy stocznia wróci do czarnego punktu wyjścia, bo Agencja Rozwoju Przemysłu będzie mogła umorzyć postępowanie restrukturyzacyjne.

Jadwiga Bogdanowicz

Comments are now closed for this entry