Rybołówstwo


Rybacki Gryf nie doczekał swoich okrągłych urodzin.

- Kiedy w 1991 r. wróciłem z ostatniego rejsu, firma padała, a jej dokumenty miały iść na przemiał - wspomina Bogusław Borysowicz, założyciel i wieloletni pracownik Gryfa, który próbuje uchronić przed zapomnieniem niegdysiejszą chlubę polskiego rybołówstwa.

Napisał 12 książek, jedną mu wydano. Wykupili ją byli rybacy dalekomorscy i ich rodziny.

Gowik w sosie picadylli

19 kwietnia 1957 r. minister żeglugi wydał zarządzenie w sprawie utworzenia w Szczecinie Przedsiębiorstwa Połowów Dalekomorskich i Usług Rybackich Gryf. To było pierwsze przedsiębiorstwo połowów dalekomorskich w całej historii miasta. Brakowało ludzi do pracy na morzu, więc z pomocą przyszła Marynarka Wojenna, która zdemobilizowała część oficerów i skierowała ich na specjalistyczne kursy. W 1962 r. Zakłady Rybne w Szczecinie połączono z Zakładem Produkcji Konserw PPDiU Gryf. W ten sposób powstał czołowy polski producent konserw rybnych.

Złoty okres polskiego rybołówstwa dalekomorskiego to lata 60. Gryf łowił wtedy ryby na całym świecie. Był prekursorem połowów u wybrzeży Afryki Zachodniej. Pierwsze polskie konserwy z ryb afrykańskich zeszły z taśmy w Szczecinie w 1963 r. Były to m.in. gowik w sosie picadylli oraz pagrus w sosie pomidorowym. W 1965 r. powstał słynny paprykarz szczeciński, który podbił polski rynek i był eksportowany na kilka kontynentów.

- Kiedyś nasi technolodzy ze statków-chłodni spróbowali w którymś z afrykańskich portów lokalnego przysmaku czop-czop - wspomina Borysowicz. - Była w tym ryba, ryż i bardzo ostra przyprawa - pima. Dziewczyny z laboratorium podjęły się wyprodukowania czegoś podobnego.

Puszki z Gryfa z paprykarzowym hitem na czele były eksportowane do 32 krajów. m.in. do USA, Japonii, Jordanii, Liberii, Wybrzeża Kości Słoniowej i Togo. Podróbka paprykarza szczecińskiego była produkowana w Kolumbii - jak to ujęto w archiwum szczecińskiego przedsiębiorstwa - "ciesząc się dużym wzięciem i stanowiąc przedmiot eksportu do krajów sąsiednich".

Gierek chciał więcej ryb

Historia i rozwój dalekomorskiej floty ze Szczecina były nierozerwalnie związane z polityką. Po kryzysie politycznym 1970 r., nowe władze z Edwardem Gierkiem na czele zgodziły się na zwiększenie potencjału floty, co skutkować miało większą ilością ryb na rynku. Także światowe wydarzenia polityczne wpływały bezpośrednio na kondycję Gryfa. Pod koniec lat 60. wojna domowa w Nigerii spowodowała przemieszczenie naszej floty na południe - na ówczesne wolne wody namibijskie. W 1977 r. USA i Kanada wprowadziły 200-milową strefę ekonomiczną, co spowodowało, że cała polska flota rybacka ewakuowała się z tego rejonu. Podobnie zakończyło się eldorado u wybrzeży Afryki Południowej. Wojna o Falklandy na początku 1982 r. wygoniła nas z tamtejszych, obfitych łowisk.

Lata 80. to powolny upadek Gryfa. W nowych czasach bezlitosny dla firmy okazał się rachunek ekonomiczny. Dopiero w tym roku byli rybacy z Gryfa doczekali się części zaległych wypłat od syndyka masy upadłościowej firmy.

A dla Borysowicza historia polskiego Szczecina to zmieniające się dalekomorskie łowiska, trawlery, a nawet puszki rybne. - Krajanka gryfowska, koreczki gryfowskie! - cmoka na to wspomnienie. - To były puszki!

Komentarze   

0 Link do artykułu 10 luty 2008 : 20:40 Link do artykułu Odpowiedz | Cytuj | Zgłoś
+2 upadek
komu przeskadzał gryf chyba panu ministrowi Piechocie i porzedniej elicie jaki aws na czele fafiokracji teraz to jest burde zeby prosic sie o swoje dokumenty i płacic jakiejs firmie zydowskiej która dorabia na biurokracji 15 lat pracowałem i zadnych udziałów za wypracowane dobro gryfu tylko szyderczy wzrok Pana kniaziuka mianowanego syndykiem masy kpina ludzie ludziom gotuja bigos i drwia szyderczo .
10 luty 2008 : 20:40 chłodnik Odpowiedz | Cytuj | Zgłoś