Inne

04.04.2015 r. Stoimy przycumowani w Yate Club Argentino - w Mar del Plata. To już jest koniec... ale jest ciąg dalszy!!!

Wczoraj nic nie zapowiadało, a na pewno nie prognozy pogody, że ostatnie 100 mil (185 km) pokonamy tak szybko. Przygotowaliśmy się do spędzenia Wielkanocy na jachcie - na oceanie. Teraz druga połowa świąt będzie na jachcie, ale już w porcie. Przyszedł nieoczekiwany silny wiatr - z dobrego kierunku. I nie przestawał wiać. Prędkość wzrosła do 8-9 węzłów (ok. 16 km/h). W kilkanaście godzin doskoczyliśmy do cywilizacji. Nad ranem, bez przesadnej radości, zobaczyliśmy nocne światła miasta, a potem samo miasto - już w dzień.

Do portu Mar del Plata weszliśmy - jak na szczęściarzy przystało - z przypływem - "na wysokiej wodzie". Żagle w dół. Dotarliśmy. Rzuciliśmy cumy! Stoimy!!! Koło jachtu mamy stały ląd, miasto, cywilizację. Po 80 dniach - to dla nas spora nowość :)

Zgłaszamy się do odpraw: Imigraciones, Prefectura, Sanitarna i Celna! Musimy czekać - to wszystko trwa i wcale nie jest proste. Tutaj nikt się nie śpieszy. Czekamy, spokojnie - nic nas już nie goni... Ciepło, 21 stopni Celsjusza.

Cała załoga pozostanie na Selmie do poniedziałku - 6 kwietnia. Wtedy się pożegnamy. Na razie siedzimy na pokładzie i rozmawiamy. Kapitan zniósł zakaz spożywania alkoholu. Robi się towarzysko! Wspominamy rejs, my - weterani... :) Jest miło, planujemy ciąg dalszy... Tymczasem - docierają do nas gratulacje, szampan, znowu szampan... Przed nami jeszcze wymarzony prysznic (yes, yes, yes!!!) i kolacja, już "na mieście".

Do jutra drodzy czytelnicy. Idziemy uczcić zakończenie Wyprawy. Chyba mamy powód :)

Od ostatniego portu (Hobart na Tasmanii) przepłynęliśmy 9172 mile (ok. 17 tys. km). Od dnia 06.04.2014 r., daty rozpoczęcia naszej Wyprawy SELMA-ANTARKTYDA-WYTRWAŁOŚĆ, w argentyńskim Ushuaia, przepłynęliśmy łącznie 20 934 mile (38 770 km).

Z przycumowanej, "uziemionej" Selmy pozdrawiają wszystkich Bliskich i Dalekich oraz tych z Portalu Morskiego:

Piotr, Jacek, Artur, Damian, Duszan, Kris, Krzysiek, Wifi, Luby, Leon i Tomek